Szukaj:Słowo(a): Waligóra i Wyrwidąb

| Nikt sie nie spodziewal innej reakcji. ;]

A może,Jacku, już faktycznie wystarczy tego znęcania się nad dzieciakiem
przynajmniej na forum grupy? Nie znam go i jego wyczynów, ale wydaje mi
się,
że ludzie tak poważni jak .........................(tu wpisz, co wszyscy
wiedzą) mogliby już sobie darować.



Nie naleze do grupy znecajacej sie nad neo_fantasta ale widzialem
jego popisy na IRC gdzie zachowuje sie jak menel klnac w taki sposob,
ze magazynki zame wedruja do karabinu a ten sam sie przeladowuje.
Jestem na kanale, wchodzi cos i po chwili zaczyna bluzgac... Konczy
sie wylotem z kanalu rzecz jasna. Pytam sie ludzi kto to. Dostaje url
do zdjecia i rece mi opadaja. Przed chwila czytalem popis waligory i
wyrwideba a na zdjeciu jest cherlawy chlopak w wieku szkolnym...
Wczesniej popisywal sie na p.m.t.g, teraz przywialo go tutaj a mnie
to jakos nie lezy. Chlopczyk nie ma za grosz poczucia humoru, mierna
(o ile wogole) wiedze, rzuca miesem, wymysla niestworzone historie.
Widziales jego popisy na temat tego kto i dlaczego jest pedalem i komu
ssie? To chyba efekt tego ze jemu nie dane bylo zbyt dlugo ssac i matka
go za wczesnie odstawila od piersi. Moze cos w tym jest ze frustracje
rodza sie juz w niemowlectwie a potem ciagna sie przez cale zycie?
Jakos nie widze go jako kogos kogo warto choc odrobine powazac albo
nawet sie nad tym zastanawiac. W koncu jak Cie widza, tak Cie pisza.
I wlasnie dlatego co jakis czas pozwalam sobie na post w watkach
neotematycznych. ;)

Jacek.

Mam nadzieję, że w następnej wersji pojawi się nieco więcej myślenia, bo póki co to gra nie prezentuje nic specjalnego. Ujmę to tak: gra ma potencjał, ale jak to się potoczy, ciężko mi powiedzieć, bo przecież to, co w demie zostało zaprezentowane, to nie jest coś nadzwyczajnego. Życzę powodzenia przy projekcie.

BTW: A ten nasz bohater to kto? Wyrwidąb?


Racja. Ale pomysł z przeniesieniem niezły.

Waligóra! Żaden Wyrwidąb!!!!!!!

Dopracuj grafikę potworów. Póki co ten czerwony troszkę denny, ale reszta graficzeq jest ok. I chmury - chmury!
Racja. Ale pomysł z przeniesieniem niezły.

Waligóra! Żaden Wyrwidąb!!!!!!!

Dopracuj grafikę potworów. Póki co ten czerwony troszkę denny, ale reszta graficzeq jest ok. I chmury - chmury!


Piszę Wyrwidąb, bo dęby wyrywa. A co do chmur, proponuję dodać możliwość ich wyłączenia. Co prawda u mnie nie było problemów, ale sądząc po powyższych wypowiedziach nie każdy ich potrzebuje do szczęścia.
Nie pozostaje mi nic innego jak opisać obiekty z Rejonu Umocnionego Węgierska Górka.

- Oprowadzę Cię Sten, materiałów trochę dostarczę - Ty zrobisz sprawozdanko.
A tych schronów jest tutaj 5 każdy ma swoją nazwę:Wąwóz, Wędrowiec, Waligóra, Włóczęga i Wyrwidąb ( ten ostatni nie brał udziału w "czynnościach wojennych" - nie zdążono go ukończyć przed wybuchem wojny.) Koło Włóczęgi( na nim jest ta prywatna willa) i Waligóry biegam kilka razy w tygodniu- ale jakoś do głowy mi nie przyszło zrobić zdjęcia - a że dzisiaj zasypuje nas intensywnie na biało więc zdjęcia będą innym razem.
Zawsze lubiłem bajki o Wyrwidębie i Waligórze, Sowizdrzale, Złotej Kaczce (tej od dukatów na własne tylko potrzeby), i zawsze nienawidziłem bohaterów zabijających bazyliszka.

Imponowała mi siła olbrzymów, spryt Sowizdrzała kpiącego z "wielkich panów", zaczarowane księżniczki w podziemiach ( ); nie za bardzo wiem, czemu bazyliszek. Może nigdy uważałem go za okropnego potwora zdolnego do czynienia wyłącznie zła?
Monia - rodzinka jak z obrazka! strasznie fajni jestescie!
a Majki zdjecie wkleilam takie bo to jedno z moich ulubionych... w normalnym rozmiarze wyglada duzo lepiej wiec chyba bede zmieniac...

wrzoskowa jak Juleczka? dobrze spala w nocy? ucaluj ode mnie malutka biedulke

Madzia taka pogoda chyba wszystkim daje sie we znaki... my na szczescie mamy klimatyzacje w domu i nigdzie sie nie ruszamy... juz nie pamietam kiedy ostatnio zabralismy Majeska na spacer...

dunia Majka moze i mniejsza, moze i ciezsza ale za to o ile starsza!! jak to sobie uswiadomilam to dopiero Twoj Erick jest Wyrwidab Waligora i kawal faceta!!
Moim zdaniem jest to fantastyka skierowana do mlodziezy(dzieci). Nie wiem dlaczego niektorzy odrzucaja HP i Narnie, czy dlatego, ze sie dobrze sprzedaje i czytanie tego w kregach czytalenikow fantastyki jest obciachem?
Zgadzam się z Twoją definicją, że HP czy Narnia to fantasy tylko, że docelowo skierowana do nieco młodszego czytelnika. Bądź co bądź HP oprócz nagród jako książka dla dzieci otrzymał nominację do "Hugo" i "Locusa" . No a "Hobbit" ? - to też książka dla dzieci a nie fantasy .
Co do baśni - na pewno jasny podział na dobro i zło jest istotnym wyznacznikiem gatunku.
Według mnie fantasy i baśń łączą:
- miejsce akcji - często wymyślona kraina "za siedmioma górami, za siedmioma lasami"
- elementy magiczne, które przenikają do naszego świata np: krasnoludki
- magia
-zło, które (najczęściej, aczkolwiek nie zawsze) zostaje na końcu pokonane przez drużynę chwatów lub superherosa jak np: Wyrwidąb czy Waligóra
Bądź co bądź HP oprócz nagród jako książka dla dzieci otrzymał nominację do "Hugo" i "Locusa" .
Harry Potter i Wiezien Azkabanu zostal w 2000 roku wybrany najlepsza powiescia fantasy.

No a "Hobbit" ? - to też książka dla dzieci a nie fantasy .
Czy ja wiem czy Hobbitek jest dla dzieci.

Co do baśni - na pewno jasny podział na dobro i zło jest istotnym wyznacznikiem gatunku.
Według mnie fantasy i baśń łączą:
- miejsce akcji - często wymyślona kraina "za siedmioma górami, za siedmioma lasami"
- elementy magiczne, które przenikają do naszego świata np: krasnoludki
- magia
-zło, które (najczęściej, aczkolwiek nie zawsze) zostaje na końcu pokonane przez drużynę chwatów lub superherosa jak np: Wyrwidąb czy Waligóra
Wiec pytanie czy Gwiezdny Pyl Gaimana jest basnia czy fantasy? Pytanie jest bezsensowne przeciez basn zawiera elemety fantastyczne, a jednym z pierwowzorow fantastyki byly basnie.

Ni z juszki ni z pietruszki otrzymujesz ogon. Chodzi o materie, pojawienie się,
To moze byc uznawane jako mutacja popromienna .

"Star Wars" to jest Fantasy
Z tym do konca sie nie zgadzam. SW to bardziej zlozony problem i lepiej nazwac go po prostu SW i zostawic na pastwe pustelnikow i myslicieli.

Tak właściwie to co LotRowi zarzucają?
Np. to ze jest za malo fantasy w ksiazkach, ze jest blizej ksiazki przygodowej niz fantasy. A co Dumbiego to lepiej nie zaczynaj .
1
Pewien dreptacz postanowił przedreptać cały świat. Wyruszył z nieistniejącego Mostu Północnego w Warszawie, drepcząc w rytm bałałajki i Judas Priest. Wtem nieprzerwane parcie na jelito grube zburzyło metrum marsza i kazało dreptaczowi udać się w najbliższe krzaki celem nieopanowanego defekowania. Podtarł się pieprzem i wanilią, zostawiając za sobą ekskrement wielkości ulicznego billboardu. Udał się do najbliższego zadupia, gdzie spotkał różowego króliczka z Playboy'a. Gdzie twoje futerko? Rzekł dreptacz do króliczka. Nie podniecasz mnie bez niego, dodał. Zastawiłem w lombardzie, odpowiedział króliczek, odsłaniając królicze precjoza w pełnym majestacie. Dreptacz spojrzał ukradkiem i jego oczom ukazał się niecodzienny widok - wielkie czekoladowe cysty na jajach królika. Reakcja dreptacza była szokująca złamał nogę i rozbił kolano. Królik pomógł położyć się mu na ziemi i zabrał się za sztuczne oddychanie. Po 5 minutach był napompowany niczym balon, z oczu trysnęła mu fontanna krwi ze strzępkami mózgu. Jednak jakimś cudem wciąż zachowywał świadomość.

Królik spanikował i zaczął wsysać powietrze z dreptacza i upychać w oczy wspomnienie francuskiego pocałunku z Hugh Heffnerem, co wywołało olbrzymie rozczarowanie ze strony będącego u granic wytrzymalosci dreptacza. Zaczał płakać i prosić o laskę, pęto kiełbasy, autografy Waligóry i Wyrwidęba oraz zapas nitki dentystycznej na 27 lat. Króliczkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać
1
Królik spanikował i zaczął wsysać powietrze z dreptacza i upychać w oczy wspomnienie francuskiego pocałunku z Hugh Heffnerem, co wywołało olbrzymie rozczarowanie ze strony będącego u granic wytrzymalosci dreptacza. Zaczał płakać i prosić o laskę, pęto kiełbasy, autografy Waligóry i Wyrwidęba oraz zapas nitki dentystycznej na 27 lat. Króliczkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać a trzy, cztery i
nieźle
ledwo się pojawiłem od razu bananem straszą

narazie nadaje temu kształt przyswajalny.
jest in progress.

to się tu komuś wydaje, że Polaków to boćki przyniesli?

polecam mahabharate na takie podejście
troche sie rozjasnia

łaj?

bo tam jest opis tamtego świata z Ganatem włącznie, tylko kto tu wie co to takiego Ganat?

jest tam SzejtAnu który latał po branki w okolice Kołobrzega, jest Kryszna (czarnuch) i Arjuna, po naśmu Waligura.
A Bima znamy jest bardziej jako Wyrwidąb.
Jaką górę walił Waligóra?
Górę meru Walił. Jej fragment Masoni nazwali a Mery Ka...

bardzo śmieszne, tylko gdzie jest ten otwarty umysł??
lachaim

Bo jaskółka jest nosicielką dusz , ziarnem się raczej nie zywi, a tu nagle glistnik jaskółcze ziele...O ten kierunek mi chodziło...Poza tym powiązanie biedronek ze słońcem, boże krówki...poprzez to mamy w ogóle slad jakiejś bozej krowy...i tu dochodzimy do figuralnych wyobrażeń wołków albo krów oznaczonych symboliką solarną i księżycową (m.in. pisze o tym Szafrański)...

No, no...ciekawe, mam nadzieję ze trafię gdzieś na Twoje opracowanie.

Z innych podobało mi się nowe ujęcie religii proponowane właśnie przez Szyjewskiego u Słowian jako dualizm czy naturalne opozycje Perun-Weles...i takie echo moim zdaniem Wyrwidąb- Waligóra na ktore zwrocił mi niedawno uwagę jeden z forumowiczow na forum rodzimowierczym...

czy to znaczy że teoria bałto-słowiańska już się nie sprawdza ? językoznawstwo raczej nie potwierdza silnych zależności czy korzeni językowych tych kultur, przynajmniejnie w większym stopniu niz z pozostałymi z pnia indoeuropejskiego (?)



Tego nie wiem, teoriami pochodzenia Słowian zajmowałem się mało, szczególnie że wiele w tej kwestii jest niepewności i trudno cokolwiek dowieść w bezsprzeczny sposób. Osobiście jestem zwolennikiem teorii popularnej obecnie w Rosji, a mówiącej o powstaniu Słowian przez połączenie się plemion proto-słowiańskich, lub południowej części hipotetycznej wspólnoty bałto-słowiańskiej z Sarmatami. Bazowałem na niej, jako podstawie, w mojej rekonstrukcji.

Z innych podobało mi się nowe ujęcie religii proponowane właśnie przez Szyjewskiego u Słowian jako dualizm czy naturalne opozycje Perun-Weles...i takie echo moim zdaniem Wyrwidąb- Waligóra na ktore zwrocił mi niedawno uwagę jeden z forumowiczow na forum rodzimowierczym...



Ciekawe, ja również zajmowałem się w mojej pracy parą Wyrwidąb - Waligóra, ale szukałem źródeł ich pochodzenia w wyobrazeniu dawnej pary młodych bogów / herosów, synów boga niebios, wspólnie zabijających smoka wiążącego wody, podobnie zresztą jak w historii o synach Kraka.

No ładnie Arthuriusie! Najpierw w innym wątku czytam o ewidentnych aluzjach do "rekonstrukcjonistów" wyczuwając ewidentną aluzję do mnie, a potem okazuje się, ze ten "jeden z forumowiczów" zwraca ci uwage na cos tam. Oj, grabisz sobie hipokryto jeden

Ale do rzeczy. Natrafiłem na ciekawa opowieść o Rozwaligórze, Wyrwidębie i Toczygorszku. Nazwy i ich atrybuty ewidentnie maja konotacje peruniczne. Ratująoni z podziemia 3 dzewczyny wiezione przez dziada (którego zabiają), i podstępnie zostawiają wpodziemiach Toczygroszka. On się jednak wydostaje i zabija tamtych.

Najbardziej ciekawi mnie tu kontekst bratobójczej walki, który ma także miejsce w przypadku synów Kraka. Czy możesz cos Dark elfie o tym powiedzieć? bo wczesniej ni espotkałem sie z tym elementem, a zaintrygował mnie.
Czyli możnaby "ordynarnie" rzec, ze Wyrwidąb i Waligóra to bracia Peruna?

Szerszen napisał:
zwazywszy na to iz "wieszcza" Spae/Seidhr zwano Volwa.

Hmm, zadziwiająco zblizone do "wołchwa"...



Tu masz rację. Oba słowa wywodzą się od ie. rdzenia *wel- oznaczającego m.in. "czarować, przenikliwie widzieć".
Coś z humoru szkolnego związany z historią

Rycerze dowodzili w zbroi i dlatego mieli ciężkie życie.

Herbem Rzymu jest wilczyca, która karmi dwoje bliźniąt: Wyrwidęba i Waligórę.

Chłop pańszczyźniany harował od świtu do świtu, a później kładł się spać.

W XVI wieku Polacy mieli wojsko ciężarne.
Witam poweekendowo...Waligóra to mi sie z Wyrwidębem jakoś... tego...
chyba bym dostała w dziób od W.... ... eee rzeczonego za takie skojarzenia , wiec zmilknę...
Ver...myśl , myśl... bo już dziś widziałam fajną rzecz za rozsądną nawet cenę... ale bez wyroku nie ośmielę się wydać kasy...
Poniżej wrzucam spis treści "Poprawki z matury". W zasadzie, to niektóre tytuły rozdziałów dużo nie mówią, ale myślę, że mogą ogólnie zasygnalizować o charakterze ksiązki.

1. Wstęp.
2. Ani Wyrwidąb, ani Waligóra.
3. Prawo do praw.
4. Dorosłe Dzieci Alkoholików.
5. Urazy z dzieciństwa, a poczucie wartości.
6. Co bolało najbardziej?
7. Szczęście a charakter.
8. Wdzięczność.
9. Dobra pamięć, zła pamięć.
10. Hobbyci.
11. JATUITERAZ SA.
12. Ach, ci rodzice.
13. Patrz pod nogi.
Witam.
Na zdjęcie satelitarne Węgierskiej Górki naniosłem miejsca w których znajdują się schrony od nr. 1 - 5 schrony schrony biorące udział w walce we wrześniu 39 roku oprócz 5, a od nr. 6 - 21 schrony w czasie bydowy w roku 39.
Miejsca schronów 1-5 są dokładne, a schronów 6-21 w przybliżeniu.
Oprucz tego naniosłem jeszcze drogi i linie kolejową oraz rzeki.
Podczas tworzenia mapki korzystałem z innych map i artykułów.
Może mapa komuś przybliży jak miało wyglądać usytuowanie umocnień fortecznych w Węgierskiej Górce.
Zdjęcie satelitarne pochodzi z ok końca lat 90 więc wiele drzew i zabudowań przybyło.

Opis nymerów z mapki.
1 - Waligóra
2 - Włóczęga
3 - Wędrowiec
4 - Wąwóz
5 - Wyrwidąb
Zaraz po zakończeniu walk mieszkańcy na których ziemiach budowano schrony zaczęli zasypywać doły, rozbierać ogrodzenia. Robili tak aby umożliwić ziemię do upraw.
Opis stopnia budowy poszczególnych schronów które w 39 były w trakcie budowy.
W6 - Zbudowane ogrodzenie i dół pod fundament. Dzisiaj można znaleźć zarys tej budowy.
W7 - Zwieziono tylko materiały.
W8 - Ogrodzono teren budowy i zwieziono materiały.
W9 - Zwieziono materiały.
W10 - Wykopano dół który zasypała ziemia.
W11 - Zbydowano płytę fyndamentową. W dzisiejszych czasach w miejscu powstawania fortu W11 stoją garaże.
W12 - Wykopano dół i wykonano płytę.W latach póżniejszych zbydowano na niej budynek pompowni dle bloków mieszkalnych.
W13 - Zwieziono materiały budowlane. Dzisiaj znajduje się tam piekarnia.
W14 - Zwieziono materiały i zbydowano ogrodzenie.
W15 - Zbudowano płytę fundamentową.
W16 - Zbudowano płytę fundamentową. W czasach okupacji zasypana przez właścicieli działek.
W17 - Zbudowano płytę fundamentową. Częśc płyty jest widoczna dzisiaj.
W18 - Zwieziono materiały i zbudowano ogrodzenie.
W19 - Rozpoczęto budowę.
W20 - Zwieziono materiały i zbudowano ogrodzenie.
W21 - Wykopano dół pod fundament. Został on częściowo zasypany.
22 - miejsce budowy niewiadomego przeznaczenia.

Opisy poszczególnych schronów zaczerpnąłem z książek.

Dołączam zdjęcia satelitarne schronów w Węgierskiej Górce.

Dziękuję i pozdrawiam jawkers.
AAaaaaa! Teraz mam takiego loga jak zepsułem życie golukowi :P

[19:41] <@Jerry> pytanie podchwytliwe: http://tomusiaczek.fm.interia.pl/ktoto.jpg - kto to
[19:42] <%Dopelfish^> Zenon
[19:43] <%Dopelfish^> http://free.ghostshark.com/ <=- wyglada na dobre
[19:44] <+radical> 300mb 5gb band
[19:44] <+radical> ma jakies ograniczenia wielkosci pliku ?
[19:45] <@Jerry> to nie zenon
[19:45] <@Jerry> volf
[19:45] <@Jerry> licze na ciebie
[19:45] <@Jerry> powinienes znac tego pana
[19:45] <@Jerry> wiem nawet ze go znasz
[19:45] <+radical> kwasniewski ?
[19:45] <@Jerry> nie
[19:45] <+radical> volf senior ?
[19:45] <@Jerry> nie
[19:45] <+radical> blejd ?
[19:46] <@Jerry> nie!
[19:46] <+radical> blade ?
[19:46] <@Jerry> bardzo znana osoba
[19:46] <@Jerry> szczegolnie graczom
[19:46] <+radical> ronaldo
[19:46] <@Jerry> **********
[19:46] <@Jerry> NIE!
[19:46] <+radical> John Carmack ?
[19:46] <@Jerry> nie
[19:47] <+radical> hmm
[19:48] <@goluk> hari krishna?
[19:48] <@Jerry> nie
[19:48] <@Jerry> goluk ty tez wiesz
[19:49] <@goluk> nie wiem :P
[19:49] <@goluk> ten co wymyslil Ultime? :P
[19:50] <@Jerry> nie
[19:50] <@Jerry> kazdy hardkorowy gracz go zna
[19:50] <@goluk> wyrwidąb? waligóra?
[19:50] <@Jerry> nie
[19:50] <@goluk> to ja nie wiem :P
[19:50] <@Jerry> poddajecie sie?
[19:50] <@goluk> ta
[19:51] <@Jerry> to jest
[19:51] <@Jerry> ...
[19:51] <@Jerry> ..
[19:51] <@Jerry> .
[19:51] <@Jerry> Solid Snake!
[19:51] <%Dopelfish^> naprawde? a ja podejrzewalem, ze to super mario
[19:52] <@Jerry> ale to jest solid snake
[19:52] <@Jerry> David Hayter
[19:52] <@goluk> dobra dobra....to o czym mowilismy zanim nam jerry przeszkodzil?
[19:52] <@goluk> xD
[19:52] <+radical> o serwerze darmowym 300mb 5 gb band
[19:52] <@Jerry> ...
[19:52] <%Dopelfish^> a, o ludziach-parowkach
[19:52] <@goluk> z gemby nie podobny do glosu
[19:52] <@Jerry> lol
[19:54] <@goluk> ja sobie wyobrazalem jakiegos goscia masta blasta, troszke starszego
[19:54] <@goluk> a TY JERRY ZABILES MOJE WYOBRAZENIA !!
[19:54] <@Jerry> hahaha
[19:54] <@Jerry> czekaj
[19:54] <@goluk> juz MGS nie bedzie dla mnie tym czym byl T________________________T
*&^%%$#@@!!@@#$$%%^^&***((((*&^%$$$

To grypserka, więc i tak nic nie zrozumiecie matoły 8)

Tym bejsbolem dostał Masa, Kiełbasa, Salceson, Boczek, Waligóra i Wyrwidąb, więc )(*&^%^%$#@#!!!@#$%&^&&**&^ ziomki
A pamięta może ktoś &quot;Klechdy domowe&quot; i inne swojskie bajki o utopkach , śpiących rycerzach itp? Waligóra,Wyrwidąb, na tym mnie ojciec wychował
Jak zrobić ze smoka pudełko zapałek?

Do sporządzenia ze smoka pudełka zapałek potrzebne są następujące składniki:

1 smok,
1 chłop o imieniu Dratewka,
1 siekiera,
½ hektara lasu iglastego,
1 Dziewica.

Przepis przyrządzania:

Bierzemy jednego Dratewkę, dajemy mu do łapy siekierę i wysyłamy do lasu w celu narąbania odpowiedniej ilości drzew iglastych (więcej żywicy, lepsza palność) na potrzebne nam zapałki. Kiedy Dratewka robi co do niego należy zabawiamy* w kulturalny sposób Dziewicę, aby nam się dziewczę nie zanudziło na śmierć. Po wykarczowaniu lasu, okorowaniu bali i przytarganiu ich na miejsce, przez Dratewkę odrywamy swoją uwagę od Dziewicy, bierzemy smoka, każemy Dratewce otworzyć mu pysk i powoli wkładamy uzyskane bale do żołądka bestii, gdzie gromadzona jest siarka, zamykamy smoczy pysk i czekamy około 2 tygodni na adhezję siarki na powierzchni bali i uzyskanie zapałek. W tzw. międzyczasie, aby przeczekać nudny proces produkcyjny, dalej możemy zabawiać* Dziewicę (?) lub też Dratewkę, w zależności od swoich preferencji**. Po dwóch tygodniach takiego bejcowania, posiadamy już zapałki umieszczone w smoczym opakowaniu, a więc typowe pudełko zapałek. Niestety z powodu swoich gabarytów może być ono używane jedynie przez cyklopów, Wyrwidębów i Waligórów oraz inne wysokogabarytowe postacie.

Sposób użycia:

Przed użyciem wstrząsnąć opakowaniem, otworzyć pysk pudełka, wyjąć zapałkę i potrzeć siarkową główką o spodnią, podogonową stronę smoka, gdzie specyficzny układ smoczych łusek tworzy znakomitą draskę.

Uwaga: Produkt wysoce łatwopalny, użycie grozi zużyciem. Po karbidówce nie zdmuchiwać płomienia!!!

Życzymy przyjemnego palenia, jarania, ćmienia, kurzenia i w ogóle to Smok on the water.

* zabawiamy oczywiście wyłącznie rozmową
** interlokutorskich oczywiście
To wprawdzie nie poezja, tylko proza, ale przychodzi mi na myśl jedynie Waligóra w Sudetach... To wszak braciszek Wyrwidęba...
1
1.wampir,
2.wilkołak,
3.waligóra,
4.wyrwidąb,
5.wielka stopa,

podaj 5 kwiatów na literę k
(...) moja kadencja dopiero się zaczęła, a wiadomo jak jest na początku...
U mnie zaczyna się od kłody (stypendia), a co będzie dalej, zobaczymy.


Zgadzam sie i z calego serca życze Ci sukcesow w przyszlosci, abys z koldami radzila sobie niczym Wyrwidab lub Waligora. Jednak poczatek to też czas w ktorym trzeba sie wykazac, zablysnac, zdobyc zaufanie.

wynik głosowania mówi sam za siebie, większość była za semestrzalnym!!!



Strzele do Ciebie z Twojej broni. Ile to wiekszosc?? Ta z ankiety?? Na uczelni jest ponad 20 tys studentow. (moja analiza miala znaczenie symboliczne, i przepraszam wszystkie Kasie, o ktorych ja zapomnialem, a o ktorych wspomnial owca ).
A poza tym to zdanie odnosiło się nie tylko do tej konkretnie sytuacji, to było podsumowanie.


W takim razie jeszcze raz bardzo przepraszam. Reakcja moja byla taka, poniewaz dyskutowalismy o konkretnym przypadku. Jezeli chcialbym zeby ktos podsumowal mi jakie jest zycie, pewnie zalozylbym temat na Hyde Park'u.
Czyli krótko mówiąc, ci którym udało się tylko w tym semestrze dostaliby kasę, a Ci którzy pracowali cały zeszły rok dostali by podwójnie (za zeszły rok + za sem zimowy)? To dopiero się wszyscy zaczną burzyć.


To rozwiazanie jak wiemy jest nierealne. Wyjasnil to wczesniej Arek, profesjonalnie i nie musial uzywac slow "Tak to tylko w Erze maja". Jednak chcialbym sie zapytac, Ciebie Agnieszko, gdzie widzisz tu niesprawiedliwosc. Dlaczego ten co ma stypendium roczne, mialby nie dostac drugiego za semestr zimowy? Przeciez to roczne wyliczane bylo na podstawie poprzedniego roku. Semestrem zimowym pracuje sie na kolejne stypendium. Nawet jesli usilnie staram sie patrzec na to z "daleka" nie moge doszukac sie niesprawiedliwosci.
1
@Nocka: bo popełniłem jeden błąd przy kopiowaniu tekstu namiestnika i nie chciało mi się go prostować

Pewien dreptacz postanowił przedreptać cały świat. Wyruszył z nieistniejącego Mostu Północnego w Warszawie, drepcząc w rytm bałałajki i Judas Priest. Wtem nieprzerwane parcie na jelito grube zburzyło metrum marsza i kazało dreptaczowi udać się w najbliższe krzaki celem nieopanowanego defekowania. Podtarł się pieprzem i wanilią, zostawiając za sobą ekskrement wielkości ulicznego billboardu. Udał się do najbliższego zadupia, gdzie spotkał różowego króliczka z Playboy'a. Gdzie twoje futerko? Rzekł dreptacz do króliczka. Nie podniecasz mnie bez niego, dodał. Zastawiłem w lombardzie, odpowiedział króliczek, odsłaniając królicze precjoza w pełnym majestacie. Dreptacz spojrzał ukradkiem i jego oczom ukazał się niecodzienny widok - wielkie czekoladowe cysty na jajach królika. Reakcja dreptacza była szokująca złamał nogę i rozbił kolano. Królik pomógł położyć się mu na ziemi i zabrał się za sztuczne oddychanie. Po 5 minutach był napompowany niczym balon, z oczu trysnęła mu fontanna krwi ze strzępkami mózgu. Jednak jakimś cudem wciąż zachowywał świadomość.

Królik spanikował i zaczął wsysać powietrze z dreptacza i upychać w oczy wspomnienie francuskiego pocałunku z Hugh Heffnerem, co wywołało olbrzymie rozczarowanie ze strony będącego u granic wytrzymalosci dreptacza. Zaczał płakać i prosić o laskę, pęto kiełbasy, autografy Waligóry i Wyrwidęba oraz zapas nitki dentystycznej na 27 lat. Króliczkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać a trzy, cztery i czterdzieści siedem były jego liczbami szczęścia wskazanymi przez osobistego numerologa z parteru. Wytatuował je dreptaczowi na pośladkach i życzył udanej podróży.

Dreptacz wyruszył ponownie, udał się do pobliskiego miasteczka i zaniemówił z wrażenia na widok tego co zobaczył.
Na głównym rynku w cieniu ratuszowej wieży w towarzystwie koronczarek z Koniakowa na ławeczce siedział Pudzian i na szydełku dziergał stringi. Bażant czekając na ich przymiarkę wydziobał złoża niklu. Nie był to z jego strony pierwszy tego typu wyczyn, wcześniej podszywając sie pod dziecioła chcial podsłuchać o czym szumią sosny ale sosnę pomylił z reaktorem jadrowym dziobiąc w niego zawzięcie spowodował katastrofę w Czarnobylu. Nastepnie ujawniono, że to on odpowiada za zamach na J.F Kennedy. Obok bażanta stała Jolanta Rutowicz, błagając o miejsce w kolejce po stringi u Pudziana. Bażant odmówił, nic dziwnego, miał ku temu osobiste powody:po pierwsze nigdy nie wybaczył Joli tego iż rok temu udając pielegniarkę zrobiła mu podwójna lewatywę po drugie, na widok tipsów dostawał gargantuicznego rozwolnienia, po trzecie był wybrednym, wysmakowanym, cyzelowanym pieprzonym bażantem. Jola nie dawała bażantowi spokoju i spytała: &quot;Czy
jedno i drugie - rodzina to rodzina

Waligora Vs Wyrwidab
Czyli możnaby "ordynarnie" rzec, ze Wyrwidąb i Waligóra to bracia Peruna?
ej Kajoo... łapska... pewnie ze mnie taki Wyrwidąb i Waligóra...
Jest to analiza podań, legend, kolęd i pieśni ludowych, obrzedowosci ludowej, symboliki, stereotypów ludowych, demonologii, ludowej wiedzy o świecie, zielarstwa, zabiegów magicznych i apotropeicznych itd. Bardzo wiele zachowań i to paradoksalnie szczególnie religijnych (teoretycznie chrześcijańskich) nie wynika bynajmniej z doktryny chrześcijańskiej, a jest powielanym od lat schematem, nawet z zachowanymi zapiskami kazań ganiacych te praktyki (np Marzanna, siano wigilijne, kolędownia z maszkarami itd.). Analizując pewne legendy, elementy obrzędowości, etmologię itp powtarzalne na obrzarze Słowiańszczyny lub jej regionu mozna wyciągnąc daleko idące wnioski. Bardzo dobrym przykładem jest ksiąka B. Uspieńskiego o polskim tytule Kult św. Mikołaja na Rusi&quot;. Wbrew polskiemu tytułowi (oryginalny tytuł odwołuje się do prawdziwej treści) autor w rzeczywistości analizuje wschodniosłowiański kult Mikołaja, który jest w zasadzie nowym &quot;wcieleniem&quot; Welesa. Podobna funkcje pełni Błażej. Co do Gromowładnego to taką funkcje pełni na Rusi Jerzy i Eliasz. W polsce na ten przykład Gromowładnego reprezentuje Wojciech (nawet bocian związany z płodnoscią nosi ludową nazwę &quot;wojtek&quot;). Ja ostatnio analizuje sobie postać smoka wawelskiego i jego pogromców w korelacji z podaniami o królu wężów oraz przygodach siłaczy Waligóry i Wyrwidęba. Jest niesamowicie wiele wątków łaczących te wszystkie podania i nie widzę powodów odrzucania podatci smoka wawelskiego jako &quot;importu&quot;, zaś cała jego historia i jego pogromców jest zbyt mocno osadzona w kulturze ludowej, by ja pomijać. Oczywiście &quot;nie masz zgody mopanku&quot; i tak jak jedni przyjmują tego typu wnioski, tak inni je odrzucają uważając za bzdury. Ja tam jednak sie nie przejmuję i szukam jakiegoś przekazu od osoby, kóra widziała smoka na naszych ziemiach po roku 1938 (wtedy widziano go pod Pułtuskiem). Przy okazji mała prywata - jakby ktoś kiedys widział smoka albo weża w koronie, prosze o kontakt.
Temat jest szerki, ani emam teraz byt dużo czasu - jeśłi masz jakies pytania szczegółowe lub cos jest niejasne to pytaj.
^ ta co sie na zagrupowania nie stawia ;>
> kurwa ba! powiedzmy ze lubie! ;D
v waligóra/wyrwidąb
Szczerze to nie wiem za co Kosmalski dzisiaj (widać po opinii jedzie)
1.BANAN
2.STOKOWIEC
3.DUDA z JARCZYKIEM (a co!). Super się dziś uzupełniali!! Oby tak zawsze. No i podobni z gęby do siebie. Jak bracia(Waligóra i Wyrwidąb )
waligora i wyrwidab
góry ---> Waligóra i Wyrwidąb
Waligóra i Wyrwidąb ------------> Bajka

| Dzięki za komentarz. A już obawiałem się, że nie będzie żadnego. To po
| pierwsze, a po drugie to nie jestem pewien, ale kropierz to chyba był
jakiś
| rodzaj kapy, byc może i zrobiony z blachy. Chyba jednak niezbyt grubej,
gdyż

Kropierz to rodzaj kapy, ale tkanej tak, ze po walnieciu w nia mieczem
owijala sie wokol miecza i skutecznie przeszkadzala w dalszym cieciu,
czasem konie z przodu byly okute.



OK. Tylko, że po zadaniu cięcia dwumetrowcem, odpowiednio ciężkim i
naostrzonym, raczej nie trzeba byłoby tego powtarzać.
| nadmierne obciążenie konia i związana z tym utrata zwrotności i
szybkości
| byłyby zbyt dużym minusem. Poza tym pędzący koń wysuwa kopyta daleko do
| przodu, a więc poza zwisającą osłonę i przy tym chyba nie miał żadnych
| nagolenników. A więc podciąć mu mu nóżki jakoś dałoby się. Oczywiści
| wymagałoby to ogromnej siły, odwagi stanięcia na wprost pędzącego konia
i
| niesamowitego refleksu. Ale to nie była broń dla każdego, tylko dla osób
w
| robieniu nią wyspecjalizowanych. Pozostaje jeszcze problem uniknięcia
| nadziania się na dzidę, czy inny daleko wystający przedmiot dzierżony
przez
| tego, co na koniu. No to jest problem rzeczywiście, ale w walce (i w
życiu)
| tak już jest, że żadna taktyka nie daje efektów bez ryzyka.

Obawiam sie, ze (mimo, iz moglo tak byc, nie wiem), to teoretycznie jest
to troche bez sensu:
a) po co stosowac drogi dwureczny miecz, gdy mozna uzyc taniego berdysza
albo halabardy znacznie skuteczniej



Skoro tak, to po co je wymyślono? Chyba miały jakąś przewagę nad innymi
narzędziami? Choćby taką, że prawie niemożliwe było sparowanie ciosu
zadanego mieczem dwuręcznym przy pomocy jakiegokolwiek innego narzędzia, czy
też tarczy. Po prostu starano się być poza zasięgiem. Oczywiście, ten rodzaj
broni nie był idealny (vide cała dyskusja w tym temacie) i raczej miano dla
niego konkretne zastosowania, np. w sytuacji, którą przedstawiłem. Oprócz
pik, halabard, itp. mógł on być dodatkowym wyposażeniem niektórych oddziałów
piechoty, np. łuczników,  którzy po ostrzelaniu nacierającej jazdy musieli
stawić czoła tym, którzy przedarli się do ich szeregów.

b) nawet dwa metry miecza, jak chcesz ciac konia w nogi stojac z boku
powoduje, ze rycerz na koniu siedzacy moze Cie po prostu kopnac (stalowym
bucikiem), nie mowiac o tym, ze walnac mieczem, morgensternem, toporem,
co tam mial w garsci, czyli bylaby to taktyka co najmniej samobojcza



No cóż musiałby mieć co najmniej dwumetrowe nogi, aby mu się udała ta
sztuczka. Jeżeli zaś chciałby machnąć czymś w kierunku miecznika, to wówczas
ten skierowałby raczej ostrze swojego miecza właśnie w kierunku jeźdźca i
odrąbałby mu rękę lub strzaskałby mu samo narzędzie. Problemem moglaby być
dzida, ale nią akurat trudno wywijać w ułamku sekundy raz po lewej stronie
łba końskiego, raz po drugiej. Miecznik poprostu zaczekałby na moment
zniżenia nazwijmy to kopii, a potem szybko znalazłby się na drugiej flance i
wykonał cięcie zanim jeździec zdążyłby przenieść ostrze kopii w jego
kierunku ponad łbem końskim. Manewr ten wymaga ogromnej ekwilibrystyki i
sprytu, ale nie powinien być niemożliwym. Wręcz przeciwnie. Musiał być on
często stosowany z nieprzyjemnym dla wielu rycerzy skutkiem, gdyż to ponure
narzędzie miało raczej złą sławę.
c) rycerz po upadku raczej nie ginal, co najwyzej mialby problem sie
podniesc. Ale jakby sie podniosl, to by byl dopiero wkurzony :)



No, jeśli tak, to chciałbym to zobaczyć na własne oczy. Nawet na własne
ryzyko. ;-

d) rycerzom nie wypadalo atakowac konia, no i rzadko atakowano (celowo, bo
konie ginely dosc czesto), z drugiej strony jak na chlopa, to patrz a).



Przecież cały czas mam na myśli chłopskie formacje piesze. Oczywiście byłoby
ciekawie zobaczyć konny pojedynek takiego np. Waligóry z Wyrwidębem na
miecze dwumetrowe trzymane przez obydwu jednorącz. W normalnych warunkach
chyba było to równie rzadkie, co zaćmienie słońca.

Pozdrawiam.


| Obawiam sie, ze (mimo, iz moglo tak byc, nie wiem), to teoretycznie jest
| to troche bez sensu:
| a) po co stosowac drogi dwureczny miecz, gdy mozna uzyc taniego berdysza
| albo halabardy znacznie skuteczniej
Skoro tak, to po co je wymyślono? Chyba miały jakąś przewagę nad innymi
narzędziami? Choćby taką, że prawie niemożliwe było sparowanie ciosu
zadanego mieczem dwuręcznym przy pomocy jakiegokolwiek innego narzędzia, czy
też tarczy. Po prostu starano się być poza zasięgiem. Oczywiście, ten rodzaj
broni nie był idealny (vide cała dyskusja w tym temacie) i raczej miano dla
niego konkretne zastosowania, np. w sytuacji, którą przedstawiłem. Oprócz
pik, halabard, itp. mógł on być dodatkowym wyposażeniem niektórych oddziałów
piechoty, np. łuczników,  którzy po ostrzelaniu nacierającej jazdy musieli
stawić czoła tym, którzy przedarli się do ich szeregów.



raczej nie. Wyszkolenie lucznika bylo drogie i czasochlonne. Wyszkolenie
go dodatkowo na szermierza takim urzadzeniem...

| b) nawet dwa metry miecza, jak chcesz ciac konia w nogi stojac z boku
| powoduje, ze rycerz na koniu siedzacy moze Cie po prostu kopnac (stalowym
| bucikiem), nie mowiac o tym, ze walnac mieczem, morgensternem, toporem,
| co tam mial w garsci, czyli bylaby to taktyka co najmniej samobojcza
No cóż musiałby mieć co najmniej dwumetrowe nogi, aby mu się udała ta
sztuczka. Jeżeli zaś chciałby machnąć czymś w kierunku miecznika, to wówczas
ten skierowałby raczej ostrze swojego miecza właśnie w kierunku jeźdźca i
odrąbałby mu rękę lub strzaskałby mu samo narzędzie. Problemem moglaby być



Szerokosc konia to ok. metr, zwlaszcza duzego, bojowego. Jak chcesz mu
uciac nogi, to sila rzeczy musisz stac w odleglosci pozostalej dlugosci
miecza do konia. Czyli ok. 50 cm. Tak wynika z prostych operacji
matematycznych. To odleglosc wyciagnietej reki... albo nogi.

dzida, ale nią akurat trudno wywijać w ułamku sekundy raz po lewej stronie
łba końskiego, raz po drugiej. Miecznik poprostu zaczekałby na moment
zniżenia nazwijmy to kopii, a potem szybko znalazłby się na drugiej flance i
wykonał cięcie zanim jeździec zdążyłby przenieść ostrze kopii w jego
kierunku ponad łbem końskim. Manewr ten wymaga ogromnej ekwilibrystyki i
sprytu, ale nie powinien być niemożliwym. Wręcz przeciwnie. Musiał być on
często stosowany z nieprzyjemnym dla wielu rycerzy skutkiem, gdyż to ponure
narzędzie miało raczej złą sławę.



Eee... ustalmy:
- konie rycerskie chodzily stepa albo galopowaly, w tej sytuacji zas
rozmawiajmy raczej o galopie
- kon w galopie to dosc szybka bestia.
- i inteligentna, na pewno byla tak szkolona, zeby rozdeptac tego z przodu
(kon odruchowo nie rozdeptuje lezacego, koni sie tego uczylo)
- miecz dwureczny to ciezkie bydle
- ktorym, zeby wziac zamach, trzeba miec czas
- dodatkowo helm, kolczuga czy jakas zbroja skorzano-stalowa, dodatkowe
oporzadzenie (puginal, cos), niekoniecznie najlepszej jakosci buty
- nie zawsze twarda ziemia

wiec to, co piszesz, nie wydaje sie prawdopodobne

| d) rycerzom nie wypadalo atakowac konia, no i rzadko atakowano (celowo, bo
| konie ginely dosc czesto), z drugiej strony jak na chlopa, to patrz a).
Przecież cały czas mam na myśli chłopskie formacje piesze. Oczywiście byłoby
ciekawie zobaczyć konny pojedynek takiego np. Waligóry z Wyrwidębem na
miecze dwumetrowe trzymane przez obydwu jednorącz. W normalnych warunkach
chyba było to równie rzadkie, co zaćmienie słońca.



bylo dalej: chlop, mimo, ze istota dosc droga w zakupie, to jednak od
miecza tansza. Taniej bylo wyposazyc w bron drzewcowa.

3 VIII Pierwszy poranek od dobrych od wielu dni ktory przywitał nas słońcem. Zaplanowana na 7 pobudka oczywiscie (glownie z mojego powodu) nie wypaliła i została przesunieta na 8. Na sniadanko kilkanascie przugotowanych przez Marcina kanapek z pasztetem i o 9 w droge. Poczatkowe 5 km monotonne w doł. Dopiero od Abramowa zaczęły sie widoki na kotlinę żywiecką, pasmo Baraniej Góry, Jezioro Żywieckie i Beskid Mały, a oprocz nich były takze słodziutkie jezyny. Na kilka km przed Węgierską Górką zwiedziliśmy 2 foty/bunkry: Wąwóz i Wyrwidąb (nieco zniszczone upływającym czasem) oraz fort Wędrowiec przerobiony na muzeum wojskowe. W samej Węgierskiej Górce zrobilismy potrzebne zakupy oraz odwiedzilismy 464-letni kościół pw św. Katarzyny, drewniany, niestety pokryty eternitem. Co ciekawe w obiekcie miesciło sie az 6 ołtarzy. Po powróceniu na szlak nieudało nam się znaleźć fortu Włóczęga, natomiast skuteczne było szukanie po lesie Waligóry. Ok 15 ruszyliśmy zielonym szlakiem robiąc łycha za łychą kolejne pipanty i doliny (mordęga). Wkurzeni takim przebiegiem szlaku postanowilismy sami &quot;zrobic&quot; odpowiednia wysokość i pocielismy 300m w górę sympatycznym, czystym jarem powyzej ktorego złapaliśmy czarny szlak na Skałkę (tu fotki na zblizającą se ulewę) i Wierch Wisełkę. Od tego miejsca zaczeło juz tylko lać i padac. Czerwonym szlakiem po wnerwiających, luznych kamieniach spadlismy na hotel na Przysłopie, by obiadem uzupełnic siły i przeczekać deszcz. Nie majac nadziei na poprawe sytuacji ruszylismy ok 19:30 w kierunku Chary AKT Gliwice by po 40 minutach być już na noclegu. Chata AKT działa podobnie jak BN (tania, wolny dostep do kuchni, wody, sympatyczny bazowy, etc). Po sytej kolacji zaczęło sie katowanie gitar przeze mnie i bazowego a takze rozmowy nt działalności i wypraw naszych organizacji. Ogolnie -miejsce warte polecenia ze wzgledu na klimat i sławną huśtawkę przy kominku ok 29 km
4 VIII ostatni dziien przywitał nas mgłą i deszczem, dlatego tez nasze wyjscie przesunęło sie o dobre 3h na godzinę 9. Wśród chmur i opadającej mżawki szybko pokonaliśmy cześć trasy z poprzedniego dnia i w ciagu godziny dostalismy sie pod wieżę na Baraniej Górze. Tu widoki bardzo monotonne (wokoł to samo, czyli mgła, wietrzno i zimno). Z Baraniej Gory brnąc przez niesamowite wiatrołomy na dystansie ok 1,5 km dostaliśmy sie zielonym szlakiem na Magurkę Wiślańską, Malinowską Skałe i Małe Skrzyczne. Widoków wogole tego dnia nie było. Ok 12 dotarliśmy na najwyższy szczyt Beskidy Śląskiego - Skrzyczne. Krótkie odwiedziny schroniska, dookólna panoramka ze schroniskowych widokówek i po chwili ruszyliśmy na ostatnie zejście tego wyjazu - niebieskim szlakiem do Szczyrku. Miasteczko to, jak na tę pogogodę wybitnie ruchliwe i grarne, jednak niczym nie przypominające tego z sezonu zimowego. O 14:01 złapaliśmy PKSa do Bielska Białej, gdzie udaliśmy się na zakupy, drobne jedzenie i o 15:46 ruszyliśmy bezpośrednim pociągiem do Lublina. ok 18 km
Ogolnie wyjazd bardzo udany, pogoda nadwyraz sprzyjająca, obfita w widoki. Przemierzyliśmy 3 Beskidy: Sądecki, Żywiecki i Śląski, a także Gorce i Pieniny, zdobywając praktycznie najwyższe góry kazdej z grup, w tym najwyższą góre Beskidów - Babią Górę. Amen
1
isj :D Zapomnialeś skopiować historyjke Uczynilam to za ciebie dodajać twoj tekst

Pewien dreptacz postanowił przedreptać cały świat. Wyruszył z nieistniejącego Mostu Północnego w Warszawie, drepcząc w rytm bałałajki i Judas Priest. Wtem nieprzerwane parcie na jelito grube zburzyło metrum marsza i kazało dreptaczowi udać się w najbliższe krzaki celem nieopanowanego defekowania. Podtarł się pieprzem i wanilią, zostawiając za sobą ekskrement wielkości ulicznego billboardu. Udał się do najbliższego zadupia, gdzie spotkał różowego króliczka z Playboy'a. Gdzie twoje futerko? Rzekł dreptacz do króliczka. Nie podniecasz mnie bez niego, dodał. Zastawiłem w lombardzie, odpowiedział króliczek, odsłaniając królicze precjoza w pełnym majestacie. Dreptacz spojrzał ukradkiem i jego oczom ukazał się niecodzienny widok - wielkie czekoladowe cysty na jajach królika. Reakcja dreptacza była szokująca złamał nogę i rozbił kolano. Królik pomógł położyć się mu na ziemi i zabrał się za sztuczne oddychanie. Po 5 minutach był napompowany niczym balon, z oczu trysnęła mu fontanna krwi ze strzępkami mózgu. Jednak jakimś cudem wciąż zachowywał świadomość.

Królik spanikował i zaczął wsysać powietrze z dreptacza i upychać w oczy wspomnienie francuskiego pocałunku z Hugh Heffnerem, co wywołało olbrzymie rozczarowanie ze strony będącego u granic wytrzymalosci dreptacza. Zaczał płakać i prosić o laskę, pęto kiełbasy, autografy Waligóry i Wyrwidęba oraz zapas nitki dentystycznej na 27 lat. Króliczkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać a trzy, cztery i czterdzieści siedem były jego liczbami szczęścia wskazanymi przez osobistego numerologa z parteru. Wytatuował je dreptaczowi na pośladkach i życzył udanej podróży.

Dreptacz wyruszył ponownie, udał się do pobliskiego miasteczka i zaniemówił z wrażenia na widok tego co zobaczył.
Na głównym rynku w cieniu ratuszowej wieży w towarzystwie koronczarek z Koniakowa na ławeczce siedział Pudzian i na szydełku dziergał stringi. Bażant czekając na ich przymiarkę wydziobał złoża niklu. Nie był to z jego strony pierwszy tego typu wyczyn, wcześniej podszywając sie pod dziecioła chcial podsłuchać o czym szumią sosny ale sosnę pomylił z reaktorem jadrowym dziobiąc w niego zawzięcie spowodował katastrofę w Czarnobylu. Nastepnie ujawniono, że to on odpowiada za zamach na J.F Kennedy. Obok bażanta stała Jolanta Rutowicz, błagając o miejsce w kolejce po stringi u Pudziana. Bażant odmówił, nic dziwnego, miał ku temu osobiste powody:po pierwsze nigdy nie wybaczył Joli tego iż rok temu udając pielegniarkę zrobiła mu podwójna lewatywę po drugie, na widok tipsów dostawał gargantuicznego rozwolnienia, po trzecie był wybrednym, wysmakowanym, cyzelowanym pieprzonym bażantem. Jola nie dawała bażantowi spokoju i spytała: &quot;Czy dalej ma problemy natury intymnej bo jeśli tak to jej koń moze mu dać darmową sesje terapeutyczną. Wtedy bazant nie wytrzymał i tak przylał Joli z prawego prostego, że wpadla prosto w ramiona Dreptacza. Krzycząc wniebogłosy &quot;Mój Ci on&quot; i nakrywając białą spódnicą. Dreptacz rozpoczął mordercza walkę z falbanami spódnicy próbując złapać haust świeżego powietrza gdyż generalnie lekarze i farmaceuci polecają w takich wypadkach łapanie haustu świeżego powietrza. Bażant tymczasem zobaczył rajstopy Joli z wycięciem w pewnym miejscu. &quot;Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie kupiłaś ich waćpanna w domu towarowym&quot; - skonkludował. Walka dreptacza z falbanami trwała dalej, jednak nikt nie zwracał już na to uwagi gdyż niespodziewanie pojawił się świstak i zaczął zdejmować koronczarkom sreberka. Dreptacz, który znał mowę świstaków, zwrócił mu uprzejmie uwagę, żeby tego nie robił. Podjęli fascynującą rozmowę: węgiel drzewny, klucze nasadowe, czy zagłosować na PiS i wyjechać z kraju to szczyt bezczelności, roczne zużycie torfu itp. Dreptacz i świstak naprzemiennie też recytowali Prousta, Balzaka i Flauberta. Jednak było coś, co ich dzieliło i nie dawało im się zaprzyjaźnić. Oboje uwielbiali sreberka zawinięte na swoich przyrodzeniach, które wiązali na bardzo mocny supeł. Pewnego dnia zawiązali tak mocno ze wdała się martwica i klejnociki odpadły wtedy to wlaśnie po raz pierwszy sie spotkali na szpitalnym oddziale i świstak zawolał: hehe, jasne, wstawiaj mi teraz protezę!!! (a śmiech byl chisteryczny wywolany szokiem)

ilustracja: http://patrz.pl/zdjecia/swistak-i-sreberka
Będąc w Węgierskiej Górce, zwanej też „Westerplatte Południa” warto wybrać się do znajdujących się tam fortów, takich jak: Wędrowiec, Wąwóz, Waligóra, Włóczęga, Wyrwidąb czy innych. Zostały one wybudowane w 1939 roku. Pod nazwą forty, kryją się nie rozległe fortyfikacje, a schrony o kilku- kilkunastu pomieszczeniach. Obiekty są rozproszone po paru miejscowościach (Węgierska Górka, Krzyżowa, Przyborów), czasem by dotrzeć do któregoś trzeba nieźle się wspinać po pagórkach, przedrzeć przez las czy gęste krzewy. Jednak warto – szczególnie dla widoków rozpościerających się z góry. Spośród nich tylko fort Wędrowiec znajduje się przy drodze w miasteczku; został wyremontowany i można w nim zobaczyć ekspozycję upamiętniającą bitwę, a także tablicę ku czci żołnierzy poległych w obronie.

&quot;Rydz Śmigły&quot;:


&quot;Boruta&quot;:












&quot;Szyling&quot;:




Takie napisy można spotkać wewnątrz:


Takie widoki nagradzają męczącą wspinaczkę by dotrzeć do &quot;Szylinga&quot;:










&quot;Wąwóz&quot;:






&quot;Wyrwidąb&quot; - obiekt najbardziej zniszczony:




















Schemat &quot;Waligóry&quot;, zaczerpnięty z Internetu:

kilka horoskopów na 21 listopadA

KASZTANOWIEC (15 - 24 maja, 12 -21 listopada)

Przystojny, silny, pełen życia i wigoru. Ceni i umie walczyć o sprawiedliwość. Bezpośredni i nieco niezręczny w stosunkach z ludźmi. Szkoda, że brak mu pewności siebie. Konsekwentny, rozważny, ale i wrażliwy. Ma duże poczucie sprawiedliwości. Bystry obserwator życia. Niekonwencjonalny. Ma zmysł trafnego wnioskowania i żywą inteligencję. W miłości purytański i zmysłowy jednocześnie. Wiele wymaga, ale kocha prawdziwie. Ceni życie rodzinne.

MALACHIT (23 października - 21 listopada)

Odrzucają wszelką połowiczność, do celu dążą nie licząc się z ofiarami. To wytrwali bojownicy. Kochają trud i wysiłek, są cierpliwi, wytrwali, planują umiejętnie swoje postępowanie. Mają naturę przywódczą, choć dla przyjaciół są wyrozumiali i wspaniałomyślni. Żyją intensywnie. Ale... zranieni, bez wahania odchodzą. A przy okazji bezwzględnie niszczą przeciwników. W miłości zawsze górą. Zawsze chcą mieć głos decydujący i nie dopuszczają do dyskusji. Trzeba się podporządkować. Szczęśliwe cyfry: 7, 9, 11. Szczęśliwy dzień: poniedziałek.

HOROSKOP CYGAŃSKI

SKORPION (23październik - 21 listopad)

Urodzeni w tym znaku zodiaku lubią sytuacje wyjątkowe, oryginalne, precedensowe, żądni są silnych wrażeń, emocji. Wyostrzona intuicja przeważnie w porę uprzedzi ich o grożącym niebezpieczeństwie. Jeżeli urodzony pod znakiem Skorpiona jest członkiem kółka łowieckiego i lubi polować na grubego zwierza, to największą radość i satysfakcje będzie miał nie z samego faktu udanego łowu, lecz z użycia broni i sprawdzenia samego siebie w chwilach niebezpiecznych. Złośliwi mówią o Skorpionie, że w czasie polowania na grubą zwierzynę najchętniej strzela do tygrysiej skóry z panią w środku.... "Mam dwoje dzieci urodzonych w Skorpionie - oświadczyła wróżka - ciekawe, dzieci juz dorosły, a ja nie zmieniłam ani jednego słowa czy zdania o ludziach urodzonych w tym znaku zodiaku; wróżę dokładnie tak jak kiedyś, przed ich urodzeniem". Wobec tak ważnych argumentów oddajmy jej głos. Urodzony w Skorpionie to waligóra, wyrwidąb, osiłek. Energicznie działa, brawurowo walczy - atakuje, jest odważny, może iść na śmierć, jak w taniec. On nie może żyć bez emocji, silnych wrażeń, on musi zawsze spacerować na krawędzi przepaści; lubi patrzeć śmierci prosto w oczy. Nie powinien dostać prawa jazdy - nawet na rower; jeździ z fantazją, po kawaleryjsku. Ma dobrego nosa, kieruje się w życiu węchem, czasem zrobi coś psim swędem, ale z wyczuciem. W niebezpieczeństwie zachowa się jak bohater, jest uparty jak kozioł, ale wytrwały i wytrzymały na trudy. Będzie wyskakiwał ze skóry, stawał na głowie, troił się w robocie, by czegoś dokonać, coś osiągnąć; stać go na znój ponad ludzkie siły. Ma szczere serce, nie lubi owijać w bawełnę, wygarnie w oczy, co o kim myśli. Zbyt wcześnie chce się dowiedzieć i zobaczyć, jaka jest różnica między dziewczynką a chłopcem; to zostanie mu na zawsze, a nazywać się będzie kochliwością, a mówiąc uczenie - zmysłowością. Ten niewierny Tomasz, niedowiarek, nie ufa ludziom. Wszędzie wietrzy podstęp, męczy go podejrzliwość. Jest to sumienny i uczciwy pracownik, kolega, przyjaciel. Czasem zjada go zazdrość, będzie się mścił, dochodził swojej krzywdy; potrafi być bezlitosny. W tym znaku zodiaku rodzą się najbardziej niebezpieczni przestępcy; całe szczęście, że bardzo mało jest takich ludzi. Przeciwnikiem Skorpionów niekoniecznie musi być osoba fizyczna, mogą to być problemy, zadania, przekonania, zagadnienia, trudności, z którymi walczy na co dzień, by wcześniej czy później wygrać batalię.

Użytkownik &quot;Bluzgacz&quot;

Sorry, ale powinienes podac autora, bo cytowanie tego bez jego podania
jest troche nie na miejscu, nie uwazasz?
Podaj autora i zrodlo.
Ja wiem kto to jest, ale skoro zacytowales to ujmij to w cudzyslow i podaj
to o co prosze powyzej.



 rwa bluzga ja pierd krwa rwa o uj niemyty  z.ebales sie czyja jak?
ani krzt bluzgania niedobsz znaczy temperatura za duza w PL, albos
stwoierdzil ze Romka G i tak nie jestes w stanie pokonac

srax

&quot;
Z pamiętnika Ministra Edukacji

Kochany pamiętniczku!

Ech, smutno jakoś i melancholijnie zrobiło się w sejmie po odejściu Kazia.
Posłowie włóczą się bez celu po korytarzach, wodzą pustym wzrokiem po
ścianach i niektórych posłankach. Zupełnie jakby zbliżały się przedterminowe
wybory. Na szczęście w sobotę, w sejmowych ogrodach urządzamy Kaziowi
pożegnalny obiad w samo południe. Donald powiedział, że to się jakoś tak po
angielsku nazywa. Lincz chyba. Fajnie, już się nie mogę doczekać tego linczu
z Kaziem. A chłopaki z Młodzieży Wszechpolskiej jak się ucieszyli...

Przed chwilą wybrałem się do sklepu, po nowy długopis. Mówię do ekpsked&
eksyde& eksiep& do tej kobiety, co za ladą stoi, no: poproszę długopis dla
ministra! A ona: jaki? Odpowiadam: do podpisywania rozporządzeń i bardzo
ważnych dokumentów oczywiście. Wywaliła mnie za drzwi. Coraz częściej mam
wrażenie, że w tym kraju tylko ja jestem normalny...

Wracałem sobie spokojnie z zakupów, wywijając radośnie siatkami, gdy nagle z
krzaków wyskoczył jakiś facet w płaszczu! Stanął przede mną wyprostowany i
nagle rozchylił płaszcz, pod którym był zupełnie goły!!! I już wiedziałem -
jajek zapomniałem kupić! Jeszcze jestem w szoku...

został Jarek i że z pewnością będzie mądrze rządzić naszym krajem, ale już
zamknąłem pamiętnik. Może kiedy indziej... &quot;
autor najprawdopodobniej niejaki zbynio ale glowsy sobie nei dam uciac

+
zestaw xxx (celowo malymi bo tak delikatny)

* * * * *

Małżeństwo wraca z kolacji u znajomych. Facet pijany w sztok, ledwie się
toczy... Doszli do swojego domu, przed drzwiami gość zwymiotował. Żona
patrzy na niego jak na ostatniego łazję, ten wbił mętny wzrok gdzieś w
horyzont:
- Szszyli mam rossumieć kochanie, że seksu to zisiaj nie bęzziee?

* * * * *

Kocham, kiedy dziewczyny bawią się w &quot;Tetris&quot;. Z wszystkich stron słychać:
- Pałkę! Chcę pałkę!!!

* * * * *

Casting do filmu erotycznego...
Każda z aktorek przybyłych na casting otrzymała stanik rozmiar D oraz
polecenie:
- PROSZĘ TO WYPEŁNIĆ!

* * * * *

- No, teraz to się mój chłop doigrał! Jak tylko wróci do domu urwę mu jajo!
- A czemu tylko jedno?
- A żeby na następny raz się bał!

* * * * *

Fińska sauna. Jeden z gołych mężczyzn wstaje z ławki i na oczach
zaskoczonych &quot;współsaunowiczów&quot; zaczyna sikać na palenisko. Zanim ktokolwiek
zdążył zaprotestować &quot;rozlega się&quot; zapach dobrego Martini:
- Spoko chłopaki - mówi konfidencjonalnie facet - Żona wczoraj z okazji
urodzin postawiła tyle wermutu, że w pęcherzu mam samo wino.
Wszyscy uspokojeni trochę, wracają do uroków powietrznej kąpieli gdy jeden z
siedzących w kącie grubasów wstał, zdarł ręcznik opasujący tłusty tors i...
nasrał na gorące kamienie.
Smród niesamowity, wszyscy w panice opuszczają drewniane pomieszczenie. A
grubas , kiwając głową smutnie mruczy pod nosem:
- A moja mnie zawsze jakimś gównem napasie.

* * * * *

Wyrwidąb, Waligóra i Szewczyk Dratewka przechwalają się jaki to wyczyn
największy dokonali w życiu.
- Ja wyrwałem w trzy dni dziewiętnaście największych dębów w Borach
Tucholskich chwali się Wyrwidąb.
- Ja rozniosłem w pył sześć gór w Sudetach chełpi się Waligóra.
- A ja przez cztery dni ruch*łem Księżniczkę zaklętą w indyka mówi Szewczyk
Dratewka.
- Ee.... co to za wyczyn?! Całkiem niezła z niej dupa. Tłustawa, z dużym
cycem...
- Chłopaki, księżniczką to ona się stała dopiero czwartego dnia...

* * * * *

Paweł był przystojnym, młodym mężczyzną z nienaganną fryzurą i manierami.
Gdyby ktoś z takim wyglądem, był ratownikiem na kąpielisku, ilość tonących
pań byłaby zdecydowanie większa. Wiedział dobrze, że ktoś z takim wyglądem
może bez problemu mieć kobiety, które jemu &quot;wpadną w oko&quot;.
Scenariusz wyjść na dyskotekę był zawsze podobny: postawienie czegoś do
picia, małe balety i &quot;holowanie na chatę&quot;.
Pewnego razu było jednak inaczej.
Dziewczyna, której zaproponował przy barze coś do picia powiedziała...
- Przejdź może do ostatniego punktu swojego planu...Idziemy do mnie czy do
ciebie ?
- Czyżby kosa trafiła na kamień ? - zapytał zaskoczony.
- Lubię patrzeć trzeźwo na życie i na to co robię - odparła z uśmiechem.
Pojechali do niego.
Dziewczyna bez słów zaczęła rozbierać się sama.
Leżąc w łóżku, przyglądała się każdemu ruchowi jakie podczas rozbierania
wykonywał Paweł.
Kiedy zdjął bokserki i zobaczyła ogromnych rozmiarów &quot;narzędzie miłości&quot;,
jej piersi zdały się falować jak łan zboża na wietrze.
- Pozwól, że się nim wpierw nacieszę - wyszeptała chwytając oburącz jak
gromnicę.
- Czemu masz takie blizny na nim całym ?
- Powiem ci poźniej, a teraz możesz ssać spokojnie.
Czuli się tak, jakby byli dla siebie stworzeni, wszystkie pozycje wszystkie
ruchy były wykorzystane do perfekcji.
Czas płynął, a oni nie mogli się sobą nacieszyć.
Kiedy już po wszystkim z łazienki wychodził Paweł, dziewczyna zauważyła
niewielki plasterek, przyklejony w połowie zwisającego już ptaka.
- Co zrobiłeś ?
- To co za każdym razem !... Pytałaś skąd mam te blizny?...Nie ?
- Każdy dobry myśliwy, robi znaczki na kolbie swojego sztucera, żeby
wiedzieć ile sztuk upolował.

jazzix



| pl.sci.filozofia,pl.sci.fizyka
| Temat: Czarna Dziura przebija masę
| Szanowni Użytkownicy GD Internetu. :-)
| Gdy czytam fantazje o straszliwych Czarnych Dziurach bezlitośnie pożerających
| gwiazdy i galaktyki, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie zupełnie
| nie rozumieją fizyki.
ok z tym pożeraniem się zgadzam bo to wyolbrzymione pojęcie.
| Przecież gdyby takie teoretyczne obiekty były rzeczywiste, to efekt spotkania
| Czarnej Dziury z gwiazdą byłby podobny do spotkania kulki pistoletowej
| z obłokiem  - wszak zasięg oddziaływania teortycznej Czarnej Dziury (horyzont
| zdarzeń) jest miliony razy mniejszy od średnicy gwiazdy i w najgorszym
| przypadku w gwieździe wytworzyłby się kanał natychmiast wypełniany treścią
| gwiazdy, kanał wytyczony trajektorią ruchu.

| oddziaływania grawitacyjne teoretycznych Czarnych Dziur są identyczne
| jak oddziaływania grawitacyjne zwykłych gwiazd i spokojnie można policzyć
| jak wzrasta pęd obiektów o masie bezwładnej przyśpieszanych w pobliżu
| gwiazdy, jak ulega zakrzywieniu trajektoria i jak wyhamowuje - gdy się oddala.
| Bajka o Czarnych Dziurach - pożeraczach, jest sprzeczna z fizyką jaką znamy. :)
| Edward Robak*
ok, może to i prawda ale niech mi pan powie ile waży ta teoretycznie
rzeczywista czarna dziura i czy gdy porównuje pan ją do kulki
pistoletowej czy ta czarna dziura jest namacalna czy nie jest? czy mogę
dotknąć tej czarnej dziury i tej materii czy nie mogę jej dotknąć? Czy
mogę polecieć na czarną dziurę, wylądować i sobie po niej pochodzić gdy
będzie wielkości powiedzmy księżyca? I właśnie zastanawia mnie to
oddziaływanie grawitacyjne, właśnie śmiem wątpić że oddziaływanie
czarnej dziury jest takie same jak innych gwiazd, gdyż nie nazywali
byśmy ich czarnymi dziurami tylko czarnymi gwiazdami. Wszakże termin
czarne gwiazdy nie budzi już we mnie żadnej inności, a tylko odmienność
rodzajową. To ja nie wiem czy to błędne określenie jest, czy właśnie
ktoś przypadkiem narzucił kierunek inności tychże. Słyszałem pojęcie że
na czarnej dziurze czas prawie stoi w miejscu to może dlatego jest
czarna bo procesy zachodzą tam strasznie wolno - dlaczego by się tam nie
przeprowadzić? Jak by wyglądało tam teoretyczne życie gdybyśmy mogli
wylądować na czarnej dziurze?



Pana pytanie dotyczy granic ścieśliwości materii.
Łatwo wyobrazić sobie próżnię kosmiczną w której jedna cząsteczka przypada
na 1 metr sześcienny. To typowa przestrzeń wokółziemska. Zapewne poza
Układem Słonecznym jedna cząstka może przypadać na jeszcze większe
objętości.
A w drugą stronę? Jaka jest granica skupienia materii?
Kiedyś żyło dwóch siłaczy. Wyrwidąb był tak silny, że potrafił wyrywać drzewa
z korzeniami, ale Waligóra był silniejszy. Potrafił tak ścisnąć kamień, że
wyciekała z niego woda. Czy ktoś lub coś silniejsze od Waligóry mogłoby
tak ścisnąć kamień, że zrobiłby się tak maleńki jak ziarenko piasku?
Praktyka pokazuje, że NIE.
Praktyka pokazuje, że występują jakieś oddzialywania międzyatomowe, które
uniemożliwiają zapadanie się atomów na siebie.
To praktyka dnia codziennego - reala, a więc tego z czym każdy człowiek
ma do czynienia na codzień. Ale ...
ale?
ale praktyka to także badania przeprowadzane przez naukowców w Instytutach
i Laboratoriach Fizyki Jądrowej.
&
Chemicy wiedzą, że w przyrodzie występują odmiany alotropowe pierwiastków.
Niedawno odkryto fullereny i przedziwną własność minerałów, że odpowiednio
ściśnięte, zapadają się w siebie i przy niezmienionym składzie chemicznym
nabierają zupełnie nowych, nieznanych cech fizycznych. Dzięki tym własnościom
skonstruowano niedawno SUPER kondensatory o olbrzymich pojemnościach,
które mają szansę wyprzeć popularne akumulatory i baterie.
Ale co z tymi laboratoriami?
Ano to, że badania świata w mikroskali na poziomie atomowym, pomagają
zrozumieć zdarzenia w skali makro, a więc w skali obiektów kosmicznych.
Kilkaset lat temu na chińskim niebie pojawiła się gwiazda, która noc zamieniła
w dzień. Ta gwiazda to była SUPERNOWA, akt śmierci Czerwonego Karła
i początek życia gwiazdy neutronowej. Rozwiązanie tej zadadki nie byłoby
możliwe bez badań 'atomistów' o których wspomniałem, a więc Fizyka
Jądrowa okazała się przydatna nie tylko do praktycznego pozyskiwania
energii z pierwiastków radioaktywnych w elektrowniach jądrowych, czy
straszaka bomb nuklearnych - ale także do opisu Kosmosu.
...
Tu skończyła się praktyka a zaczęły spekulacje dotyczące gwiazd neutronowych
oraz produktów będących finalnym efektem życia i ewolucji gwiazd w fazie
emisyjnej. U podstaw tych spekulacji były równania pola Einsteina rozwinięte
przez Karla Schwarzschilda związane z ogólną teorią względności.
O co chodzi?
Ano chodzi o to, że zakładając sobie stałość prędkości światła w próżni
z pominięciem ewentualnych zmian współczynników przenikalności elektrycznej
i magnetycznej zakrzywionej wokół masy próżni wychodzi, iż przy przekreoczeniu
pewnej masy w zadanej objętości - &quot;światło&quot; nie ma możliwości opuścić takiej
gwiazdy a słowo &quot;światło&quot; jest tutaj falą umowną, skoro wiadomo, że
w gwieździe neutronowej nie ma elektronów więc nie bardzo ma co wywoływać
światło widzialne. Bardziej chodzi o światło padające, które jeśli już trafi
w taką gwiazdkę to nie może jej opuścić stąd nazwa: czarna dziura.
Połyka światło, ale nie wypluwa.
...
I tak rodzą się kolejne pytania: czy da się ścisnąć gwiazdę nautronową tak,
aby zapadła się do matematycznego punktu, a więc z kamienia zrobić NIC,
którego nie ma ale jest pole grawitacyjne wytworzone przez to NIC?
I oczywiście pańskie pytania na które na razie nie odpowiedziałem,
bo być może po powyższym wprowadzeniu te odpowiedzi nie będą już
Pana interesować. Może zadasz Pan inne pytania albo powtórzysz te,
które uznasz za ważne? Nie wiem. To Pan decydujesz. Skracam aby nie
zaciemniać, bo w natłoku informacji - gubi się meritum i istota. :-)

Edward Robak*
Uwaga: kopia na pl-sci-matematyka
~°<~

Obiekt został wybudowany na wschodnim stoku góry Glinne, na lewym brzegu Soły. Znajduje się on w niedalekiej odległości od „Włóczęgi” (ok. 100 m.). Obydwa obiekty w czasie kampanii wrześniowej łączyła sieć okopów. Według relacji kpt. Semika dwa działa 75 lub 76,2 mm (nie udało się dokładnie ustalić) zostały dostarczone do obiektu dopiero w przeddzień wybuchu II wojny światowej przy pomocy okolicznej ludności. Tradytor wziął udział tylko w pierwszym dniu zmagań o Węgierską Górkę tj. 2 września. Pod wieczór tegoż dnia oddał on kilkanaście strzałów w kierunku pozycji wroga. Jego ogień miał zniszczyć niemieckie pojazdy pancerne próbujące przedrzeć się do Węgierskiej Górki. W nocy 2/3 września (ok. 22) załoga na rozkaz dowódcy I Brygady Górskiej płk. J. Gałladyka opuściła schron i wraz z połową batalionu „Berezwecz” wycofała się w rejon Oczkowa, a następnie w kierunku Andrychowa. Dalsze losy artylerii tradytora nie są znane lecz najprawdopodobniej została zdobyta przez Niemców. Ze zmaganiami wojennymi wiąże się też przykry epizod. Po opuszczeniu przez załogę tradytora, dotarła do niego grupka 7 żołnierzy polskich, którzy nie znając rozkazów zabarykadowali się w nim. Kiedy nad ranem do „Waligóry” dotarła niemiecka piechota obrońcy otworzyli ogień zabijając jednego z nich. W odwecie po poddaniu się tej grupki żołnierzy, Niemcy rozstrzelali ich, naciągając im na głowę po egzekucji maski przeciw gazowe. „Waligóra” należy do najciekawszych obiektów górskich polskiej szkoły inżynieryjnej.

(...)

Schron bojowy &quot;Waligóra&quot; to duży jednokondygnacyjny tradytor artyleryjski o odporności C. Zasadniczym uzbrojeniem były dwie lekkie armaty (75 lub 76,2 mm), ckm i rkm. Do oświetlania pól ostrzału służyły wyrzutnie ładunków świetlnych umieszczone przy każdej ze strzelnic. Kontakt z innymi schronami zapewniało stanowisko do łączności optycznej. Wnętrze schronu składa się z dwóch izb armat z pancernymi wrotami do wtaczania dział, izby ckm, dwóch magazynów amunicji artyleryjskiej, małego pomieszczenia zamykanego pancernymi drzwiami na zapalniki, szybu obserwacyjnej kopuły pancernej (kopuła nie została zamontowana), izby dowódcy, trzech izb załogi, z których centralna zawierała piec, izby łączności, ubikację, pomieszczenia wentylatorów i wejściową śluzę gazową. Załogę schronu stanowił 1 oficer, 3 podoficerów i 17 szeregowych.

Schron wybudowano na tym samym wzgórzu co „Wąwóz”, kilkadziesiąt metrów od niego w części najwyższej wzgórza. Obiekt do dnia wybuchu wojny nie został ukończony (m. in. beton 1 września był jeszcze mokry oraz nie zdjęto wszystkich szalunków), tak jak i w innych ostrogach nie zamontowano kopuły pancernej ckm oraz nie posiadał uzbrojenia - podczas walk obronnych mógł służyć jedynie jako schron bierny.

Schron bojowy &quot;Wyrwidąb&quot; to obiekt jednokondygnacyjny dla broni maszynowej o odporności C. Uzbrojenie schronu miały stanowić 3 ckm i rkm. Do prowadzenia ognia czołowego przeznaczony był ckm w kopule pancernej (kopuły nie zamontowano). Do oświetlania pól ostrzału służyły dwa reflektor (nie zamontowane) i wyrzutnie ładunków oświetlających. Kontakt z innymi schronami zapewniało stanowisko do łączności optycznej. Wnętrze schronu składało się z dwóch izb bojowych (2 ckm), szybu kopuły pancernej, izby dowódcy, izby załogi, śluzy gazoszczelnej przy drzwiach wejściowych, niewielkiego korytarza i ubikacji. Część techniczna schronu składała się z pomieszczenia akumulatorni z wyjściem awaryjnym, izby filtra przeciw kurzowego i maszynowni. Załogę schronu stanowił 1 oficer, 13 podoficerów i szeregowych.

W czasie obrony Węgierskiej Górki obiekt był w trakcie budowy i nie brał udziału w walce. W czasie okupacji zdemontowano wszystkie elementy wyposażenia, drzwi pancerne i gazoszczelne. Po wojnie w latach 60-tych stał się obiektem testowym wojska polskiego, które próbowało na nim materiały wybuchowe. Stąd też paradoksalnie jest najbardziej zniszczony ze wszystkich schronów chociaż przetrwał wojnę nietknięty.

Ostróg forteczny został wybudowany na wzniesieniu górującym nad drogą Węgierska Górka – Żabnica. Jego działo 37 mm i jeden ckm były skierowane na „Wędrowca” a pozostałe dwa ckm-y na wieś Żabnica. Przed rozpoczęciem zmagań obsadził go 151 batalion forteczny. W trakcie działań wojennych obiekt nie został zdobyty pomimo zaciekłych ataków piechoty niemieckiej i ostrzału artyleryjskiego. Po poddaniu się 3 września załogi „Wędrowca” żołnierze walczący w „Wąwozie” wycofali jako ostatni obrońcy w nocy z 3 na 4 września.

Schron bojowy &quot;Wąwóz&quot; to obiekt jednokondygnacyjny dla armaty ppanc. i broni maszynowej o odporności D. Uzbrojenie schronu stanowiła forteczna armata przeciwpancerna wz.38 kal.37mm, 4 ckm i rkm. Do prowadzenia ognia czołowego przeznaczony był ckm w kopule pancernej (kopuły nie zamontowano). Do oświetlania pól ostrzału służył reflektor (nie zamontowane) i wyrzutnie ładunków oświetlających. Kontakt z innymi schronami zapewniało stanowisko do łączności optycznej. Wnętrze schronu składało się z czterech izb bojowych (armaty ppanc. i 3 ckm), szybu kopuły pancernej oddzielonego od pomieszczenia bojowego ckm wewnętrzna śluzą, korytarza, izby dowódcy, izby załogi, izby łączności i ubikacji. Część techniczna schronu składała się z pomieszczenia akumulatorni z wyjściem awaryjnym, izby filtra przeciw kurzowego i maszynowni. Załogę schronu stanowił 1 oficer, 4 podoficerów i 13 szeregowych.

W czasie walk został nieznacznie uszkodzony przez ostrzał artylerii ppanc. i broni maszynowej. Pod koniec roku 1939 saperzy niemieccy wykorzystali schron do zdetonowania min i amunicji pozostałych po walkach. Wybuch silnie uszkodził zachodnią część schronu niszcząc izby bojowe armaty ppanc. 37 mm i ckm. W czasie okupacji zdemontowano całe wyposażenie, drzwi pancerne i gazoszczelne. Po wojnie obiekt prowizorycznie wyremontowano, zabezpieczono wejście i otwory strzelnic, służył jako magazyn materiałów wybuchowych dla pobliskiego kamieniołomu. Obecnie „Wąwóz” jest nie użytkowany i ulega ciągłemu procesowi niszczenia, jest zagruzowany i zaśmiecony.

Schron bojowy &quot;Wędrowiec&quot; to obiekt jednokondygnacyjny dla armaty ppanc. i broni maszynowej o odporności D. Uzbrojenie schronu stanowiła forteczna armata przeciwpancerna wz.38 kal.37mm, 3 ckm i rkm. Do prowadzenia ognia czołowego przeznaczony był ckm w kopule pancernej (kopuły nie zamontowano). Do oświetlania pól ostrzału służyły dwa reflektor (nie zamontowane) i wyrzutnie ładunków oświetlających. Kontakt z innymi schronami zapewniało stanowisko do łączności optycznej. Wnętrze schronu składało się z trzech izb bojowych (armaty ppanc. i 2 ckm), szybu kopuły pancernej, korytarza pełniącego zadanie wewnętrznej śluzy powietrznej łączącej część bojową z częścią socjalną, izby dowódcy, izby załogi i ubikacji. Część techniczna schronu składała się z pomieszczenia akumulatorni z wyjściem awaryjnym, izby filtra przeciw kurzowego i maszynowni. Załogę schronu stanowił 1 oficer, 3 podoficerów i 15 szeregowych.

W czasie walk został uszkodzony przez ostrzał artyleryjski, na zachodniej elewacji schronu widoczne są ślady trafień pociskami ppanc. W czasie okupacji Niemcy zdemontowali całe wyposażenie, drzwi pancerne i gazoszczelne. Po wojnie w czasie przystosowania obiektu do zwiedzania na stropie wybudowano betonową kopułę, w miejscu szybu kopuły bojowej ckm, a teren wokół obiektu został wtórnie przekształcony (wybudowano mini amfiteatr, wał ziemny, na którym ustawiono rosyjskie działa). Pod okapem reflektora wmurowano pamiątkowe tablice. W schronie urządzono skromne muzeum, którym opiekują się harcerze z Węgierskiej Górki. Małe zainteresowanie turystów i skromne środki pozwalają na działanie muzeum jedynie w sezonie letnim w godzinach południowych (od 10:00 – 14:00).



Ciekawy obiekt, niestety był zamknięty w momencie gdy oglądałem. Na zewnątrz stoją jeszcze dwie sowieckie armaty ZIS-3 (bodajże), możliwe że jeszcze wojenne.





Olbrzymy - to ludzie olbrzymiego wzrostu i niezwykle potężnej budowy. W wielu kulturach są ucieleśnieniem potężnych sił natury, niemożliwych do ujarzmienia przez człowieka. Dawne polskie i niemieckie nazwy olbrzymów, jak podaje „Słownik etymologiczny języka polskiego” Aleksandra Brucknera, wywodzą się od nazw niegdysiejszych wrogów i najeźdźców: niemieckie Hüne od Hunów, prasłowiańskie Obrzy - od Awarów

***

Dowodem na istnienie olbrzymów miały być kości dinozaurów, mamutów i tym podobnych stworzeń, znajdowane w różnych miejscach na całym świecie (np. we wiedeńskiej katedrze św. Stefana od 1443 roku znajdują się kości mamutów, przedstawiane jako resztki olbrzymów) oraz budowle starożytne: piramidy, mury, sarkofagi, ruiny świątyń. Pisarz Marian Brandys tak opisywał swoje wrażenia z Egiptu: „Spróbujcie sobie wyobrazić zwalisko granitowych ruin, zajmujących powierzchnię przeszło czterech kilometrów kwadratowych. Całe aleje kamiennych sfinksów, posągi faraonów wyższe od trzypiętrowych domów, gęsty las niebotycznych kolumn o obwodach tak potężnych, że na wierzchołku każdej mogło by się rozsiąść swobodnie około stu osób…” Ludzie późniejszych epok nie mogli uwierzyć, że budowle megalityczne stawiały osoby takie jako oni. Powtarzali za Biblią: „A w owych czasach byli na ziemi giganci (…) mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.” .
Takie poglądy wyznawali już starożytni Grecy. Wedle ich mitów były trzy grupy czy gatunki olbrzymów: tytani, sturęcy (gr. hekatonchejrowie) i cyklopowie (gr. kyklopos od ops - oko). Wszyscy oni zostali strąceni przez ojca Uranosa do Tartaru. Jeden z tytanów, Kronos, za namową matki Gai wykastrował boga nieba i objął panowanie nad światem. Jego syn, Zeus, jako jedyny uniknął pożarcia przez ojca. Podstępem sprawił, że Kronos zwymiotował braci i siostry Zeusa, którzy odtąd byli jego sprzymierzeńcami w walce przeciw tytanom.
Zeus wydobył z Tartaru cyklopów; sturęcy przeszli na stronę tytanów. Kilkakrotnie mało brakowało, by giganci wdarli się na Olimp- siedzibę Zeusa. Otos i Efialtes planowali położyć Ossę na Pelion (dwie greckie góry) i wejść po nich na Olimp; Artemida, zmieniona w łanię, skoczyła między nich, a oni pozabijali się nawzajem w myśliwskim zapale.
Ta walka bogów z gigantami (zwana później gigantomachią) symbolizowała walkę starych, lokalnych bóstw z bóstwami napływowymi o rodowodzie indoeuropejskim.
Oto najbardziej znani olbrzymowie mitologii greckiej:

* Anteusz (gr. Antaios) - gigant libijski, syn Posejdona i Gai; był niezwyciężonym wojownikiem, bo czerpał swą siłę z matki-Ziemi. Herakles podniósł go do góry i pokonał (ich walkę przedstawia rzeźba i obraz Pollaiuola oraz obrazy Tintoretta i Tiepola)
* Atlas (gr. „ten, który wiele wytrzymuje”) - tytan, brat Prometeusza, dźwigał na swych barkach sklepienie niebieskie. Perseusz, niegościnnie przyjęty przez tytana, zamienił go w łańcuch górski, identyfikowany przez Herodota z górami Atlas w Afryce; od wizerunku tytana na okładce zbioru map Mercatora, nazywamy go atlasem)
* Briareus - jeden ze sturękich; żył w przedsionku Hadesu; gdy pewnego dnia Hera, Artemida i Posejdon zawiązali spisek przeciwko Zeusowi, uratować zdołał go tylko Briareus, sprowadzony z podziemi przez kochankę Zeusa, Tetydę
* Gerion (gr. Geriones) - ten olbrzym miał ciało trzech mężów i strzegł sławnego stada bydła; Herakles musiał (10 zadanie) sprowadzić je Myken, na ofiarę
* Kakus - olbrzym, żyjący na Awentynie; gdy Herakles wracał z jednej ze swoich wypraw, olbrzym ukradł mu kilka sztuk bydła, więc został przez herosa zabity
* Orion - syn Posejdona i Euryale, myśliwy beocki; zginął od ukąszenia Skorpiona; obaj zostali przeniesieni na niebo jako gwiazdozbiory (w gwiazdozbiorze Oriona znajduje się gwiazda Bellatrix)
* Polifem - cyklop, syn Posejdona; pasał owce na odległej wyspie (Sycylii?); gdy na jego wyspę zawitał Odys z towarzyszami, olbrzym zamknął ich w jaskini, ale Ulisses zdołał się uwolnić; niebacznie zdradził olbrzymowi swe imię; Polifem poprosił swego ojca Posejdona, by bóg przeszkodził Odysowi wrócić do domu
* Tytios - gigant, syn Gai i Zeusa, ojciec królewny Europy; usiłował zgwałcić matkę Apollona i Artemidy, Latonę; strącono go do Tartaru, gdzie sępy wyszarpują mu (jak niegdyś Prometeuszowi) wątrobę

***

W Biblii - świętej księdze żydów i chrześcijan - również wspomina się - patrz powyższy cytat - o olbrzymach (na tej m.in. podstawie uznano wspomniane wyżej kości dinozaurów z wiedeńskiej katedry za kości olbrzymów; znalezioną w 1677 r. w Anglii kość udową megalozaura ks. Piot nazywa „szczątkiem biblijnego olbrzyma”- w 1763 r. Brookes nadaje jej nazwę Scrotum humanum - moszna ludzka ; w „Panu Tadeuszu” Mickiewicz wspomina o podobnych wierzeniach na Litwie, pisząc: „(…) pleban mirski zawiesił w kościele/ Wykopane olbrzymów żebra i piszczele” ).
Gdy Izraelici, po wędrówce przez pustynię, dotarli do ziemi Kanaan, wysłali posłów dla zbadania stanu rzeczy. Ci, gdy wrócili, mówili: „Kraj, któryśmy przeszli, aby go zbadać, jest krajem, który pożera swoich mieszkańców. Wszyscy zaś ludzie, których tam widzieliśmy, są wysokiego wzrostu. Widzieliśmy tam nawet olbrzymów - Anakici pochodzą od olbrzymów - a w porównaniu z nimi wydaliśmy się sobie jak szarańcza i takimi byliśmy w ich oczach” . Badacze sądzą, że po podróży przez pustynię miasta i lud Kananejczyków wydawał się Hebrajczykom niemożliwym do pokonania i stąd owe plotki, siane, jak pisze Biblia, przez wystraszonych posłów.
Pierwszym gigantem, wymienionym z imienia, jest Og, król Baszanu (po nim najpewniej miał imię gajowy Hogwartu przed Hagridem): „Og, król Baszanu, był ostatnim z Refaitów. Jego grobowiec [dosł. łoże- przypis A.K.] żelazny jest w Rabbat synów Ammona: dziewięć łokci długi, cztery łokcie szeroki, [mierzony] według łokcia zwyczajnego” . Jako że łokieć hebrajski mierzył 48,4 cm, łoże króla miało wymiary 4,356 m na 1,936 m.

Najlepiej znanym biblijnym olbrzymem jest wojownik filistyński, Goliat: „(…) pochodzący z Gat. Był wysoki na sześć łokci i jedną piędź [3,129 m- A.K]. Na głowie miał hełm z brązu, ubrany zaś był w łuskowy pancerz z brązu o wadze pięciu tysięcy syklów [57 kg- A.K]. Miał również na nogach nagolenice z brązu oraz brązowy, zakrzywiony nóż w ręku. Drzewce włóczni jego było jak wał tkacki, a jej grot ważył sześćset syklów żelaza [6,84 kg- A.K.]” Jak wszyscy wiemy, Dawid pokonał go z pomocą procy. Imieniem olbrzyma ochrzczono gatunek chrząszcza (Goliathus) o długości do 14 cm oraz żabę (Courana goliath) o długości do 30 cm .

W mitologii skandynawskiej olbrzymy (a szczególnie jeden z nich) odgrywają ważną rolę. Na początku świata z lodów topniejącego Niflheimu wyłonił się olbrzym Ymir. Z jego stóp powstali Olbrzymowi Mrozu, a z lewej pachy - pierwsza para ludzi. Prawnukowie Ymira, bogowie Odyn, Vili i Ve, zabili go. Krew zamordowanego przyprawiła o śmierć Olbrzymy Mrozu. Uratował się tylko Bergelmir, protoplasta nowej rasy gigantów, która miała zamieszkać w Utgardzie. Z ciała Ymira bogowie stworzyli świat, tam też wyrósł jesion Igdrasil, podtrzymujący Asgard (świat bogów), Midgard (świat ludzi) oraz Utgard (ziemie olbrzymów).
Potomkowie Bergelmira nie należeli do istot dobrotliwych i łagodnych. Wprost przeciwnie- ich podstępy nie raz przyprawiały bogów o drżenie serca. Oto dwie najlepiej znane historie o mieszkańcach Jötunheimu.
Pewnego dnia Thor i Loki, bogowie z Asgard, wybrali się do krainy olbrzymów. Jej król, Utgardar-loki, zaproponował im kilka rzeczy. Loki musiał rywalizować z Logim o to, kto zje więcej. Logi nie tylko zjadł wszystko, ale połknął także miski i kubki! Potem Thjalfi, syn gospodarza, ścigał się z olbrzymem Hugim. Potomek króla został daleko w tyle. Następnie Thor usiłował wypić wino, przygotowane przez gospodarza, ale upił tylko odrobinę. Utgardar-loki dał mu jeszcze jedną szansę - miał podnieść jego kota, a potem pokonać w zapasach matkę olbrzyma. Bóg nie podołał ni jednemu, ni drugiemu. Następnego dnia, gdy bogowie opuszczali dwór króla, okazało się, że Logi to Ogień, Hugi - Myśl, wino Utgardar-Lokiego to morze, kot to wąż Midgardu, a matka olbrzyma, Elli - to Starość. Na wieść o podstępie olbrzyma Thor usiłował go zabić, ale pałac zniknął, a Thor i Loki zostali sami w lesie.

Inna legenda mówi, że olbrzym Trym skradł najcenniejszy skarb Thora - Młot Mjöllnir. Obiecał zwrócić go, gdy dostanie bogini Frei za żonę. Thor nie mógł tego uczynić, bo cały świat obumarłby. Heimdall doradził Thorowi, by przebrał się za Freję i podstępem skradł młot. Thor (jako Freja) i Loki (jako przyzwoitka) pojechali do pałacu Thryma. „Freja” zjadła na uczcie 8 łososi i całego woła. Loki wyjaśnił, że Freja nie jadła z tęsknoty za oblubieńcem. Potem Trym podniósł welon małżonki i zobaczył wielkie, błyszczące oczy Thora. „Nie mogła spać z tęsknoty”- wyjaśnił Loki. Gdy Trym położył młot (jako dar ślubny) na łonie Frei, Thor chwycił go, pozabijał Thryma i wszystkich gości weselnych .

Najsłynniejsze olbrzymy brytyjskie to Gog i Magog. Ich imiona wywodzą się z Apokalipsy Świętego Jana: „A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój, a liczba ich jak piasek morski. Wyszli oni na powierzchnię ziemi i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane; a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich” .
Według Brytyjczyków, Gog i Magog to jedyni pozostali przy życiu potomkowie 33 córek -mężobójczyń cesarza Dioklecjana. Morderczynie popłynęły na Wyspy Brytyjskie i tam zamieszkały. Gdy prawnuk Eneasza, Brut (wedle legendy przodek króla Artura), dopłynął do Anglii, napotkał tam olbrzymów, a wśród nich właśnie Goga i Magoga. Oboje zostali doprowadzeni w łańcuchach do Troynovantu (Londynu) i do śmierci służyli jako odźwierni w pałacu królewskim. Posągi gigantów do dziś stoją przed Guildhall (ratuszem londyńskiego City - z lewej Gog, z prawej Magog). W 1666 roku zniszczył je pożar (ten sam, który strawił szekspirowski Globe), a w 1940 r. - naloty niemieckie.

Z kolei inna legenda mówi, że dwaj odźwierni Guildhallu to Gogmagog i Koryneusz. Gogmagog miał być przywódcą olbrzymów angielskich, a Koryfeusz - rycerzem z drużyny Bruta i pogromcą giganta. Wrzucił go do morza (w miejscu, które nosi nazwę Skok Olbrzyma), za co otrzymał Kornwalię.
Wedle historyka Geoffreya z Monmouth, dziełem olbrzymów (tym razem irlandzkich) jest Stonehenge. Za dawnych dni miały przenieść go z Afryki i ustawić na górze Killaraus. Na prośbę Merlina przeniosły go na dzisiejsze miejsce, by król Artur miał pomnik godny swoich czynów.
Brytyjczycy znają także legendę o Gwidonie z Warwick. Dokonał on wielu niezwykłych czynów; najsłynniejszych miało być pokonanie duńskiego olbrzyma Kolbranda, który żądał on Anglików haraczu.
Legenda baskijska wspomina tylko o jednym olbrzymie: cyklop Tartano miał ofiarować swej narzeczonej pierścień. Gdy dziewczyna włożyła go na palec, ten ciągle śpiewał: „Ty tam, a ja tu!” i nie dał się zdjąć. Zrozpaczona dziewica… odcięła sobie palec i wrzuciła go do stawu razem z feralnym podarunkiem.
Byliny rosyjskie często mają za bohaterów olbrzymów: są zazwyczaj silni, złowrodzy, pyszni; są idealnymi przeciwnikami w pojedynku dla bohaterów. Takim złowrogim olbrzymem jest Tuharyn Żmijewicz, ciemiężca Kijowa, który został pokonany przez Aloszę Popowicza. Z kolei bylina z okolic Nowogrodu mówi o Światogorze, słowiańskim tytanie; był tak silny, że nie mógł znaleźć godnego siebie przeciwnika. Rozmyśla: „Gdybym ja dobry uchwyt znalazł, dźwignąłbym w górę ziemię całą”. Bóg postawił na jego drodze sakiewkę, w której był ciężar całego wszechświata. Światogor nie może jej podnieść, zapada się w glebę po kolana i umiera.

***

Od XIII wieku rozwija się w Europie sztuka kaznodziejska. Kapłani chrześcijańscy zaczynają naśladować Chrystusa, który w celu zainteresowania słuchaczy operował przypowieściami. Księża czerpią swoje exempla z wielu źródeł, m.in. z żywotów świętych i legend. Jedną z nich jest ta o świętym Krzysztofie.
Miał on być pustelnikiem syryjskim i przewoźnikiem przez rzekę. Pewnego razu przenosił przez rzekę dziecko i rzekł do niego: „Dziecię, wystawiłoś mnie na wielkie niebezpieczeństwo, nigdy jeszcze nie dźwigał cięższego brzemienia”; na co dziecko odparło: „Nie dziw się, boś nosił na sobie cały świat i grzechy jego”, po czym objawiło się jako Chrystus. Legenda ta ma zapewne na celu wyjaśnienie etymologii imienia (łac. Christophorus - niosący Chrystusa). Tą przypowieść i jej przedstawienia malarskie tak ocenił ksiądz Skarga: „Co malują i powiadają, iż Święty ten Krzysztof za pokutę u jednej rzeki siedząc, ludzie przenosił, wielkiego a olbrzymskiego wzrostu będąc, a iż raz Pana Jezusa w osobie dzieciątka przenosił; o tem nic się takiego u pisarzów kościelnych znaleźć nie może. Malowanie owo jego, które starodawne jest od głupich malarzy ponawiane, duchownie się rozumieć ma (…) Zabobony malarskie szkody wierze św. czynić nie mają”.
Najsłynniejszym dziełem Dantego jest Boska komedia (La Divina Commedia). Umieścił on w Piekle kilku olbrzymów. W siódmym kręgu piekielnym - tam, gdzie przebywają samobójcy, mordercy i lichwiarze - Dante i jego przewodnik napotykają olbrzyma Kakusa: „«To Kakus, co granitów łono, / pod Apeninów drążone posadą, / Niejednokrotnie krwią zbluzgał czerwoną, / (…) on to podstępem Herkulesa pożył, / Gdy z bliskich pastwisk ukradł wielkie stado»”. Na końcu kręgu podróżnicy spotykają giganta Geriona: „Twarz jego, niby twarz zacnego męża ,/ Ufność budziła składając się szczerze ,/ Lecz resztą cielska przypominał węża”. Przenosi ich do ósmego kręgu- miejsca kaźni świętokupców, magów, wróżbitów i oszustów. Na granicy ósmego i dziewiątego kręgu Wergiliusz i Dante zaglądają do Studni Gigantów. „Była ogromna głowa wielkoluda; / W równym stosunku do niej inne kości. / Brzeg, co mu służył opaską na uda, / Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary / Trzem Fryzom czuba sięgnąć się nie uda, / Choć staną jeden drugiemu na bary; / Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinany, / Trzydzieści piędzi liczył naszej miary [6,75 m- A.K.]”. Był to Nemrod, myśliwy wspomniany w Biblii w Księdze Rodzaju (Rdz 10,9). Pozostali to:

* Efialtes („Związać go, nie wiem, kto był dosyć wdały; / Prawe do grzbietu, lewe ramię ducha / Do piersi szczelnie przywarte sterczały, / Przymocowane żelazem łańcucha, / Co szedł od szyi i pięćkroć krępował / Kadłub odkryty cały aż do brzucha”
* Briareus („«Stoi od miejsc tych odległy niemało; / Twarz jego bardziej ohydna i dzika»”
* Ateusz („ten do pięci / Sążni [8,64 m- A.K.], nie licząc głowy, sterczał z jamy” ) - przenosi on Dantego i Wergilego do dziewiątego kręgu piekieł - kręgu zdrajców

Innym słynnym dziełem przełomu średniowiecza i renesansu jest „Gargantua i Pantagruel” François Rabelais’go. Gargantua jest olbrzymem angielskim, synem Gargameli, żony Tęgopusta; w 11 miesiącu ciąży, gdy zjadła za dużo flaków, urodziła Gargantuę przez lewe ucho. Olbrzym odbywa podróż do Paryża; tam studiuje. Zmuszony jest do obrony ojcowizny przed wrogami. Z okazji zwycięstwa wybudował klasztor telemski. Regułą klasztorną jest zdanie: „Fay ce que vouldras” („Czyń, coć się podoba”).

***

Oświecenie było epoką, która bardzo często używała satyry przeciwko systemom społecznym, władcom i wadom ludzkim. Typowym przykładem są „Podróże Guliwera” Jonathana Swifta. W czasie swej drugiej podróży doktor Guliwer wylądował w Brobdingangu - kraju olbrzymów. Tam opiekuje się nim dziesięcioletnia córeczka kmiecia, mająca 40 stóp wzrostu (około 12 metrów). Guliwer trafia na dwór królewski, gdzie filozofowie badają, kim właściwie jest? „Po długich sprzeczkach zgodzono się na koniec, żem był relplum scalcatch, co tłumacząc dosłownie znaczy: igraszka natury. Ta decyzja odpowiada najzupełniej teraźniejszej filozofii europejskiej, której profesorowie, gardząc występowaniem ukrytych przyczyn, pod których zasłoną naśladowcy Arystotelesa usiłowali ukryć swoją niewiedzę, wynaleźli to cudowne rozwiązanie wszystkich trudności, ku wielkiemu postępowi w umiejętności ludzkiej!” .
Staje się ulubionym towarzyszem króla i prowadzi z nim dysputy o Anglii, „(…) o obyczajach, religii, prawach, rządzie i naukach w Europie, a ja, ile możności, starałem się odpowiadać jak najlepiej. (…) gdym razu jednego zanadto szczegółowo mówił o mojej kochanej ojczyźnie, o naszym handlu, naszych wojnach lądowych i morskich, sporach religijnych i politycznych partiach (…) król, przesądami swej edukacji przejęty, wziął mnie w jedną rękę, a drugą łagodnie uderzywszy spytał, śmiejąc się, czy jestem wig, czy torys? Obrócił się potem do pierwszego ministra, który stał za nim, trzymając w ręku białą laskę, prawie tak wielką jak główny maszt angielskiego wojennego okrętu „Royal Sovereign”, i rzekł: - «Jakże wielkość ludzka jest marna, kiedy tak liche robaczki mogą ją naśladować; i oni mają zapewne swoje rangi i tytuły, swoje gniazda i jamki królicze, które pałacami i miastami nazywają; mają jak i my ekwipaże, liberie, dostojeństwa i urzędy, którymi się szczycą. I u nich, równie jak u nas, kochają, walczą, kłócą się, oszukują i zdradzają»” . Guliwer nieraz myślał o jakiejś zemście na tych, którzy obrażali jego ojczyznę, ale co mógł zrobić? Dość było problemów ze szczurami wielkości psów, owadami wielkości kuropatw i innymi „zwierzątkami”. Usiłuje chwalić się polityką państwową i wynalazkiem prochu. Bezskutecznie. Anglicy w oczach króla olbrzymów pozostali małymi, nędznymi robaczkami, zawdzięczający swe istnienie wspaniałomyślności Natury.

***

W 1806 roku wojska Napoleona wkroczyły do Kassel, stolicy księstwa Hesji. „Bóg wojny” wcielił je do Królestwa Westfalii, którym władał brat Cesarza, Hieronim Bonaparte. Wśród jego poddanych znaleźli się dwaj bracia - Jakub i Wilhelm Grimmowie. Zrozumieli oni, że teraz jest ostatnia okazja, żeby ocalić od zapomnienia ludową twórczość - w tym także różnego rodzaju baśnie. „Była już chyba najwyższa pora, by baśnie te utrwalić, bowiem tych, którzy powinni je przechowywać, jest coraz mnie (…) nie ma w Niemczech ani jednego zbioru o taki charakterze” . Takiemu zadaniu sprzyjała nie tylko obawa przed wynarodowieniem Niemców, ale i ogólniejsze zapatrywania na tę sprawę - romantyzm, na początku XIX w. dopiero raczkujący, wzbudzał już jednak zainteresowanie ludowością.
Zbiór baśni braci Grimm zawiera 200 utworów o różnej długości, tematyce i pochodzeniu. Z tych 200 około 11 jest poświęconych- w mniejszym lub większym stopniu - olbrzymom:

* „O dzielnym krawczyku” - krawiec w napadzie złości zabija naraz 7 much; wyszywa sobie napis „7 za jednym zamachem”. Wyrusza w świat i spotyka olbrzyma. Napotkany gigant proponuje krawczykowi próbę siły. Za pomocą sprytnych forteli mistrz igły zwycięża. Przerażony olbrzym i jego towarzysze uciekają. Niedługo potem „bohater” trafia na dwór królewski i dostaje zadanie- pokonać dwu olbrzymów. Znowu, z pomocą bystrej głowy, krawczyk zwycięża. Olbrzymy z pozostałych bajek są zazwyczaj podobne do występujących tu- wielcy, dzicy, głupi, silni, ale bezradni wobec sprytu mniejszych od nich
* „Sześciu zawsze sobie radę da” - były żołnierz spotyka 5 ludzi o niezwykłych umiejętnościach; jest wśród nich olbrzym o niezwykłej sile
* „Młody olbrzym” - start olbrzym zabiera z pola dziecko wieśniaka; po 6 latach zwraca go ojcu. Młodzieniec postanawia wyruszyć w świat; chce zostać parobkiem, a jako zapłaty żąda… możliwości dawania klapsów dzierżawcom
* „Król na Złotej Górze” - młodzieniec z mocy przeznaczenia zostaje królem, ale z własnej głupoty traci swoje królestwo; w jego odzyskaniu pomogły mu: szabla ścinająca wszystkie głowy oprócz właściciela, płaszcza-niewidki i siedmiomilowych butów. Wyłudził te przedmioty od olbrzymów, którzy kłócąc się o nie, wyznaczyli jako arbitra sporu byłego króla, „w przekonaniu, że mali ludzie posiadają wielki rozum”
* „Kruk” - młodzieniec usiłuje odszukać piękną królewnę; przebywa ona w zamku Stromberg (niem. „górski strumień”); prosi o pomoc olbrzyma, mieszkającego w lesie; ten nie dość, że znajduje zamek na mapach, to jeszcze zanosi tam podróżnego. Dziś takich olbrzymów już nie ma
* „O królewiczu, który nie znał strachu” - młody królewicz szuka strachu; trafia do domu olbrzymów i tam bawi się ich kręglami. Właściciel prosi go o jabłko z drzewa życia; gdy królewicz przynosi je, olbrzym upomina się jeszcze o pierścień; olbrzym najpierw walczy o niego, a potem wykłuwa młodzieńcowi oczy i prowadzi go nad przepaść; królewicza ratuje lew, a olbrzym zostaje zepchnięty do przepaści i ginie na miejscu
* „Gryf” - najmłodszy syn kmiecia, głupi Jaś dzięki swej dobroci spełnia warunki i może się ubiegać o rękę królewny; ale stary król marudzi i żąda pióra z ogona gryfa; w drodze do niego Jaś spotyka olbrzyma, który przenosił ludzi przez rzekę (jak św. Krzysztof): gigant prosi go, by spytał gryfa, czemu on musi nosić ludzi przez rzekę? Jaś zdobywa pióro gryfa i zdradza olbrzymowi sekret: musi jakąś osobę zostawić na środku rzeki i odejść; wtedy będzie wolny
* „O Jasiu mocarzu” - syn mieszkańca doliny zostaje porwany wraz z matką przez zbójców; gdy dorasta, zabija zbójców, odnajduje ojca i wyrusza w świat; spotyka dwóch olbrzymów, którym nadaje imiona Waligóra i Wyrwidąb. Pewnego razu dowiadują się o możliwości uwolnienia królewny. Fałszywi towarzysze Jasia zostawiają go w opałach, a ten - z pomocą pierścienia o mocy lampy Aladyna- mści się na nich i żeni się z królewną
* „Wysłannicy Śmierci” - pewnego olbrzyma na spacerze zatrzymuje człowiek, który jest Śmiercią. Gigant pokonuje go. Gdyby „nieszczęśnika” nie uratował przechodzący człowiek, może do dziś nie umieralibyśmy…
* „Olbrzym i krawczyk”- krawiec wędruje po lesie i spotyka olbrzyma. Jako że olbrzym był „dość tępy i mało pojętny” , krawczyk trzyma go w szachu swoją rzekomą siłą. Ale pewnego dnia, gdy krawiec przysiadł na gałązce wierzbowej, olbrzym odgiął ją i puścił. Krawiec zniknął w przestworzach, a olbrzym wyzbył się strachu

***

W latach 1950-55 ukazały się „Opowieści z Narnii”. Ich autorem był Clive Staples Lewis, angielski pisarz i członek stowarzyszenia Inklingów (należał doń także J.R.R. Tolkien), „na spotkaniach którego uczeni profesorowie przy kominku, ćmiąc fajkę, oddawali się czytaniu starych sag, mitów i eposów, a także dyskusjom poglądowym. Z tych spotkań narodziły się dzieła, które uczestników miały rozsławić na świecie; w przypadku Tolkiena był to świat Śródziemia, Lewisa zaś – świat Narnii”
Olbrzymy Lewisa są zazwyczaj dobre, dzielne, pomocne, ale trafiają się także osobniki głupie, złośliwe i - co tu dużo mówić - źle nastawione do ludzi.
Pierwszym, którego napotykamy, jest olbrzym Grzmotołup, zamieniony przez Białą Czarownicę w kamień; odczarowany przez Aslana, staje się bardzo pomocny. „Wszystkie Łupy zawsze są takie. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma), ale bardzo stara” - jak powiedział faun Tumnus. Okazało się także, że Biała Czarownica jest… półolbrzymką (ma w sobie krew Lilith i olbrzymów, jak powiedział to Piotrowi, Edmundowi, Łucji i Zuzannie Bóbr).
Kozłonóg mówił prawdę, czego przykładem jest olbrzym Świdrogrzmot, żyjący za czasów Miraza i Kaspiana Żeglarza. W czasie bitwy koło Kopca Aslana otrzymał zadanie odcięcia jednego ze skrzydeł armii Telmarów. „Ale nic z tego nie wyszło. Nikt nie ostrzegł Kaspiana (bo też nikt już o tym w tych czasach nie pamiętał), że olbrzymy nie są najmądrzejsze. (…) Świdrogrzmot (…) zaatakował linię wroga w zupełnie innym miejscu i o innym czasie” . Na szczęście zwolennicy Kaspiana nie odnieśli druzgocącej klęski- ale gigant i tak miał potem wyrzuty sumienia.
W „Srebrnym Krześle” Julia, Eustachy i Błotosmętek wędrują w poszukiwaniu królewicza Riliana. Na swej drodze spotykają olbrzymów dwukrotnie: raz w Wąwozie Olbrzymów, gdzie napotykają ich, jak zabawiają się rzucaniem do celu. Gdy wybuchła kłótnia, olbrzymy zaczęły tak się okładać młotami, że „słychać było tylko skowyty, szlochy i buczenie, jakby w wąwozie porzucono gromadę wielkich, zdziczałych dzieciaków” . Następnie docierają do grodu tzw. Łagodnych Olbrzymów, gdzie są przyjęci z najwyższymi honorami. Dopiero gdy próbują uciec (zjedli, nie wiedząc o tym, mówiącego jelenia), odkrywają, dlaczego olbrzymy tak ich hołubiły: znaleźli w książce kucharskiej przepis na… człowieka i błotowija.
Podczas wędrówki w podziemiach widzą „ciało olbrzymiego śpiącego mężczyzny. Był o wiele większy niż jakikolwiek olbrzym, a jego twarz była naprawdę szlachetna i piękna (…) stary Ojciec Czas (…) obudzi się na koniec świata” .
W „Ostatniej Bitwie” ponownie widzimy tego olbrzyma. „(…) na lewo zamajaczył jeszcze jeden czarny kształt. Najpierw przypominał wielką, ciemną plamę na niebie, później ta plama rosła i rosła w górę, aż przybrała kształt olbrzyma stojącego na tle usianego gwiazdami nieba: największego ze wszystkich olbrzymów, jacy kiedykolwiek żyli w tym świecie. Wszyscy wystarczająco dobrze znali Narnię, by domyślić się, gdzie on musi stać: na torfowej wyżynie, daleko na północy, za Suchą Wodą. Julia i Eustachy przypomnieli sobie, jak pewnego razu, bardzo dawno temu, w głębokich podziemiach pod tymi torfowiskami zobaczyli wielkiego, śpiącego olbrzyma. Powiedziano im, że nazywa się Ojciec Czas i że obudzi się w dniu końca świata.
— Tak — powiedział Aslan, chociaż żadne z nich nie przemówiło. — Kiedy leżał uśpiony, nazywał się Czas. Teraz, gdy się przebudził, otrzyma nowe imię” .

Przejdźmy teraz od Lewisa do Tolkiena, od Narnii do Śródziemia. W „Hobbicie” podczas przeprawy przez Góry Mgliste Thorin Dębowa Tarcza skarży się: „Jeśli nas wicher nie zmiecie, deszcz nie zatopi albo piorun nie ustrzeli, olbrzymy gotowe zabawić się z nami w piłkę nożną i kopniakiem posłać do nieba” . Co ciekawe, olbrzymy występują tylko w „Hobbicie”. Oznacza to, że albo przez te 60 lat śródziemskich wszystkie olbrzymy wybito, albo występują tylko w „Hobbicie”, książki przeznaczonej - jakby nie patrzy ł- dla dzieci, które uwielbiają istoty większe i silniejsze od rodziców

***

Na tym kończę swój artykuł. Edytor przenosi mi te słowa ze strony ósmej na dziewiątą, tam gdzie są wszystkie przypisy. O olbrzymach w „Harry Potterze” nie będę pisał, bo kto go czytał dokładnie, nie potrzebuje wykładu. I to by było na tyle.

>